Blog pisany życiem, przemijaniem, trwaniem, pisaniem o: tęsknotach, przyjaźni, prawdzie, poezji i prozie życia.
poniedziałek, 16 grudnia 2013
wtorek, 3 grudnia 2013
Sięgasz po dłoń
Sięgasz po dłoń, której nie ma. Czujesz ciepło, które nie istnieje. Cieszysz się z uścisku, który nie ściska. Wtulasz się w ramiona, które nie tulą. Wierzysz w słowa, które nie były nigdy wypowiedziane i ufasz w świat, który nigdy nie był realnym światem. Czujesz, że chwila mogłaby być wiecznością - ale, nie czujesz wieczności, która może dokonać się w jednej chwili. Trwasz w ciszy, którą przerywasz, gdy boli ona tak bardzo, że tylko krzyk może wyzwolić z jej otchłani. Stoisz na brzegu świata, którego nie znasz, a który jest wielką niewiadomą z pułapkami na każdym kroku. Wydaje ci się, że wiesz już wszystko, a nie wiesz nic o tym nowym świecie. Wszak - to, zupełnie inny świat niż dotychczasowy. Wystawiasz dłoń i oczekujesz na pierwszą kroplę deszczu, która wskazując z rozsądku kierunek będzie cofała tę dłoń. Czytasz w senniku każdej nocy na niebie przyszłości kartę i nie dostrzegasz, że noc się kiedyś przecież kończy i nastaje bardzo często szary dzień. Trwasz w tym oczekiwaniu - ale, boisz się ryzyka, jakie niesie ze sobą niewiadoma. Nie ryzykując nigdy w życiu - nie wiesz, czy wygrasz, a może przegrasz kolejne swoje dni. Czy, cofniesz dłoń - gdy, po nią wyciągnie się inna potrzebująca dłoń?
niedziela, 17 listopada 2013
Łzy nieba rozlane
Łzy nieba rozlane
Łzy nieba rozlane
"Siąpiący deszcz zmywa troski z czoła mojego. Krople spoczywające na skroni uwalniają mnie od wspomnień czasów niebytu. Nie rozkładam parasola tylko dlatego, żeby nie przeszkodzić deszczowi zmyć ze mnie wszystkie zmartwienia. - Czemu mam przeszkadzać naturze w dziele oczyszczenia?"
"Skrzywionymi ścieżkami podążający przechodnie mijają kałuże - raz małe, a raz duże - kałuże pełne wody ściekowej do rynsztoku nie wpuszczonej - samej sobie pozostawionej."
"Ci, co sprzeciwiają się deszczu padaniu - zaszyci w swoim suchym i ciepłym mieszkaniu - spoglądają na tych, co jak wariaci biegają po kałużach - szczęściem wolności bogaci."
"Sponiewierani licznymi kałużami na swojej drodze usłanymi - wyszukują suchych przestrzeni - zmoknięci, zmęczeni - cicho liczą na zaproszenie w ciche i ciepłe przestrzenie wyłożone bliskością ramion spragnionych osuszania."
Sł. T. Mączyński
sobota, 5 października 2013
Spętani szelestem
"Spętani szelestem słów, obietnic bez pokrycia, zauroczenia spojrzeń soczystych. Zniewoleni brakiem dłoni w dłoni - podążają kochankowie ku przepaści wypełnionej tęsknotą wzajemną. Uwierające liny splecione z marzeń codziennych - zaciskają się na krtani, w której grzęzną słowa żalu niewypowiedziane w porę. Sprzeniewierzeni lichwiarzowi losowi - udający marszandów handlujących złudzeniami uwiecznionych na płótnie przeszłości - tkwią w długu obietnic nie do spełnienia. Uwielbiający cierpienie własne - karmią się każdego dnia łzami bólu niespełnionych planów życia w wieczności. Uzdrowieni od pychy posiadania - żyją już tylko nadzieją umierania w miłości."
"Uwodziciele własnych snów
- nigdy, nie przestają wodzić
na pokuszenie swoich fantazji"
"Owiewani jesiennym wiatrem, wtulają się w swoje wspomnienia oczekując ramion, które już nie obejmą. Idąc przez życie czują się osamotnieni w chwilach cierpienia i trosk - nie potrafiąc cieszyć się - słodzą sobie życie fantazjami o smaku ciepłej czekolady"
Sł. T. Mączyński
sobota, 28 września 2013
Czas nie stoi
Czas nie stoi, jak nie stoi rzeka - czas jest wodą, co przez palce przecieka.
Z czasem można spać, z czasem można konie kraść. Czas, co prawda nie czeka - ale, jest całym życiem człowieka. Gdy, oprzesz się o czas - nie wiem - kiedy nie będzie ciebie, mnie - nie będzie nas. Z czasem zapominamy ból i cierpienia - ale, cóż z tego - gdy, z czasem to i tak nic nie zmienia.
Sł. T. Mączyński
niedziela, 8 września 2013
Wyczaruj miłość
"Miłość i szczęście buduje się nie na tym, co się myśli - tylko na tym, co się wie"
Zgubnym jest budować miłość na wyobrażeniach i myślach, że wszystko będzie cudowne, kolorowe i radosne. - Tak samo zgubnym jest wykluczenie z życia nieszczęść, porażek, cierpienia i zwątpienia. Jakże jednak budującym jest umiejętność dawania podwaliny z własnej inicjatywy i rzetelna analiza szans oraz możliwości. To nie matematyczna kalkulacja ale zapobiegliwość złośliwości losu a nawet zawiści ludzkiej, która towarzyszy każdej szczęśliwej chwili jaką przeżywa człowiek.
Ludzkość zna namiętność i uwielbienie ale najczęściej opłacone cierpieniem kogoś innego, co powoduje, że jest to miłość otulona łzami i krwią przelaną przez nienawiść.
"Chcesz kochać? A co potrafisz? - Czy nie wiesz, że miłość jest wymagająca? - Nie czujesz tego, że pomiędzy znajomością, przyjaźnią a miłością jest przepaść, którą przekracza się stąpając po linowym moście, który zbyt długo wisi, aby być użytecznym? Czy starczy ci szczęścia, aby doczekać się miłości? - Czemu marzysz, jak nie wiesz o czym marzyć? Opuszczasz miłość nim ona wykiełkuje z ziarenka, jakie zasiewasz słodkością słów. - Nie potrafisz być troskliwym ogrodnikiem a sadzisz róże, które porzucisz, gdy tylko będą pączkowały. Czy, wiesz czym jest miłość? - A może myślisz, że szczęście to jeszcze ta chwila, której nie było? - A co, jeżeli szczęście już było a teraz pozostaje tylko radość istnienia?"
"Brak owoców nie oznacza wcześniejszy brak kwiatów"
poniedziałek, 2 września 2013
wtorek, 20 sierpnia 2013
Życie, to ocean
"Spowite mgłą portowe nabrzeże oddala się z każdą chwilą. Cumy już zwinięte, kotwica zabezpieczona. Odpływamy w nieznane. Z tęsknotą spoglądamy jeszcze na nabrzeże, jakbyśmy żegnali się na zawsze - wzdychamy sami do siebie. Życie. Uciekające dni pozostawiają w nas spienione mętne wody oceanu, który im dalej od brzegu poczęcia - tym groźniejszy i mniej w nim uroku. Targani wichrami namiętności, powiewów świeżości - czepiamy się każdego szotu, który pozwala nam nabrać nadziei, wiatru powiewu - że popłyniemy dalej, szybciej - w końcu znajdziemy port, który nas przygarnie. Im więcej nadziei, tym więcej chmur nad nami i błyskawic przeszywających blaskiem ciemności zwątpienia. Okręt nasz, który zdawał się taki solidny - zaczyna trzeszczeć i nabiera wody. Mijamy widziane na horyzoncie lądy, które zdawały się być idealne - ale, takie odległe, że zrezygnowaliśmy z dopłynięcia do nich. Płynąc uczymy się żeglować i zapominamy, że ocean nie musi się skończyć. Więc, nabrawszy wody i straciwszy żagle - toniemy tracąc z każdym dniem załogę, tych którzy zabrali się z nami, tych którzy zaufali nam i którym my zaufaliśmy. Nie przybywa - ale ubywa nadziei. Noc przynosi wichury i burze - zlani potem budzimy się - aby, zatrzymać sen otulony mgłą, która unosząc się wróży tylko burzę. Nie ma już powrotu - okręt nabrał zbyt wiele wody a żagle spłowiały, liny sparciały - pozostała tylko tratwa - jedyny ratunek. Zmieniamy zdawałoby się bezpieczny i mocny okręt na maleńką nadziei tratwę. Wiosłując, a nie żeglując staramy się pokonać to, czego pokonać nie zdołał nasz okręt. Ale, ocean nie skory - by, pochłonąć nas na tej tratwie, która nie przypomina już okrętu - ani, nie ma siły przebijać się przez sztormy i tkwić w upale na słońcu, gdy tyle wód oceanu otacza nas groźnie szumiąc i wołając w głębiny. W oddali widać ląd - to, nasza ostatnia nadzieja.
środa, 14 sierpnia 2013
Nie krzyczy tylko ten...
Nie krzyczy tylko ten, kto nie potrafi...
" Ukryte pod kapturem czerni nadchodzą chwile trwogi,
które czerpią siłę z wszystkiego tego, co może się jeszcze wydarzyć.
Nie boimy się tylko tego, co już było i co nie pokonało nas.
Boimy się zawsze tego, co nieznane i czego jeszcze nie przeżyliśmy,
a co może sprawić nam ból lub cierpienie na wiele lat.
Istnieją tylko dwie drogi sprawdzenia się w życiu.
Pierwsza
- to uczciwość wobec samego siebie.
Druga
- to, uczciwość wobec każdego, kto nas traktuje uczciwie.
Nie ma dwóch podobnych sytuacji są tylko złudzenia,
że to już mogło się wydarzyć lub ktoś nam opowiedział coś podobnego.
Strasznie jest nie bać się niczego i czekać na chwilę, która nas pokona"
środa, 17 lipca 2013
Spowiednicy miłości
"Tulą się ramionami,
szepcząc czule swoje grzechy przeszłości
w oczekiwaniu ułaskawienia
- czekają na tę chwilę,
kiedy zostaną rozgrzeszeni.
Spowiednicy miłości
- szarlatani fantazji
- aby, tylko nie pozostać odtrąconymi
- uczynią wszystko w słowie,
kiedy - kochane usta szepczą,
kiedy - kochane uszy słuchają,
kiedy - kochane oczy spoglądają.
Oczyszczeni, upojeni sobą zasypiają
w pokucie snów,
których - nie sposób odgadnąć.
Bezlitośni w zadawaniu pokuty
- twórcy wyznań doskonałych
opętanych łańcuchami
niemoralnych propozycji
- uciekają się do podstępów,
- aby, tylko dokonać rachunku sumienia.
Oczekując na łzy,
dotykają swoich policzków w nadziei,
że noc trwać będzie wiecznie"
Sł. T. Mączyński
niedziela, 23 czerwca 2013
Samochód pułapka
Jurij przyleciał do Polski prosto z Kaliningradu awionetką wyczarterowaną w firmie jego brata. Mimo polskiego obywatelstwa, które otrzymał wkrótce po ukończeniu studiów na Uniwersytecie Wrocławskim (Wydział Biotechnologii) - często borykał się z polskimi służbami imigracyjnymi, które żądały od niego jakby zawsze więcej czynności formalnych po każdym dłuższym pobycie poza Polską. Obywatelstwo polskie dawało mu furtkę na całą Unię Europejską - ale, obywatelstwo rosyjskie ograniczało swobodę ruchu nie tylko po Polsce. Wnuk powstańca Powstania Warszawskiego - którego, losy wojenne pognały w poniewierce na tereny ówczesnego Związku Socjalistycznych Republik Radzickich, gdzie przez przypadek poznał wielu innych mu podobnych losem.
Jurij był inny - wracał do Polski z misją, której cel skrzętnie ukrywał przez każdym i wszędzie. Trudno było nawet w przyjaźni odnaleźć w nim powody takich nagłych podróży. Po kilku latach milczenia - potrafił nagle zadzwonić - często zadawałem sobie pytanie - skąd potrafi wyszukiwać numery telefonów osób, na których mu jeszcze zależało, gdy tylko zapałał miłością do stron ojczystych dziadka. Nic nie wskazywało jednak, żeby była to miłość do kraju - raczej czuł się w Polsce wolny intelektualnie mogąc mówić to, co lubił lub jadać z tymi, których lubił. - Nikt jednak nigdy nie widział polskiego paszportu Jurija. O tym, że zostało nadane mu polskie obywatelstwo przez prezydenta RP wiedzieliśmy wszyscy. Co, robił po powrocie na teren Rosji - też nie bardzo mieliśmy pojęcie. Oficjalnie zajmował się pracą nad doskonaleniem wpływu nawozów azotowych na wzrost plonów rolnych w krajach ubogich w zasoby wód gruntowych. - Dziwnie się z nim rozmawiało o jego pracy zawodowej.
Dlatego, najczęściej powroty Jurija do Polski były przeplatane biesiadami zakrapianymi wódką i wszelakimi dobrodziejstwami polskiej kuchni adekwatnej do schłodzonego trunku.
Siedziałem w samochodzie około kwadrans - nim dostrzegłem Jurija opuszczającego kancelarię adwokacką pani mecenas Kamieniowskiej, która od kilku lat pomagała moim znajomym rozwiązywać wszelkie problemy prawne, z jakimi przyszło im się borykać. Nie wiem kiedy akurat w tej kancelarii pierwszy raz zaczęliśmy tworzyć własne wizje działań gospodarczych - ale wiem, że od początku spotkaliśmy się z profesjonalizmem, o jakim mogliśmy pomarzyć za przystępną cenę usług objętych rzeczywistą poufnością relacji. - Zaufanie, to podstawa życia mojego i Jurija, który nim pojął wiele zasad biotechnologii - to, otrzymał nauczkę od życia straciwszy prawe oko w bójce o wyższość poglądów względem lojalności.
Jurij miał zadzwonić wraz z podjęciem decyzji, gdzie pojedziemy w dalszej kolejności po tym, jak rozmówi się w kwestiach prawnych. Zauważyłem, że z niepokojem wsiadał do swojego mercedesa S class, który podstawiła mu firma "Autocash". - Miał do mnie dzwonić - więc czekałem z niepokojem. Stukaniem w kierownicę załatwiałem sobie przeważnie odrobinę odprężenia w chwilach napięcia. - Kiedy ruszył - ja odpaliłem silnik i ruszyłem za nim. - Dopiero, po minucie rozległ się dźwięk mojego telefonu - który sprawił, że otrzeźwiałem z letargu, jaki towarzyszył oczekiwaniu.
Jurij powiedział szybko: "Nie okazuj miłości, bo to może cię zabić" - i już wiedziałem, że został okradziony przez kobietę, której zaufał na tyle, żeby powierzyć jej prowadzenie firmy mającej na celu wdrożenie importu z Rosji do Polski na szeroką skalę technologii, której Jurij poświęcił ogromnie dużo życia. - Poprosił, żebym jechał za nim.
Korki miejskie, jakie zapanowały - sprawiły, że klimatyzacja ratowała mnie przed wyparowaniem z samochodu, który w samo południe przesuwał się w odległości kilkunastu pojazdów za samochodem przyjaciela.
Zauważyłem tylko, jak mercedes z Jurijem znika za chmurą dymu. - Huk był tak duży, że w pierwszej chwili nie umiałem się pozbierać z myślami. - Co się stało? - Mijały chwile. Blokada ruchu nastąpiła błyskawicznie. Otworzyłem drzwi - mdły zapach dopadł mój nos - usta zaczęły odczuwać kurz wnikający niemiłosiernie. - W pierwszym odruchu pomyślałem, że to bomba - bo, co innego? - Tylko, czy Jurij przejechał i gdzie jest? Telefon w drżącej dłoni. Cisza. Kilka razy próbowałem połączyć się - ale, nic. Słychać syreny - Policja, a za nią karetka przedzierające się przez zatłoczone pasy w kierunku zdarzenia, które nadal spowite pozostawało kurzem i dymem unoszącymi się na kilkanaście metrów.
Nie wiedziałem, co myśleć i co robić. - Chwile, sekundy - ciągnęły się w nieskończoność. - Po kilku minutach widać było już więcej - jakieś wraki doszczętnie płonące około czterystu metrów od miejsca, w którym zatrzymałem swój samochód. Palił się mercedes Jurija i jeszcze jakieś inne dwa samochody obok. Przeszyły mnie dreszcze.
Pogotowie pojawiło się chwilkę po tym, jak Policja zablokowała dojście do miejsca zdarzenia. Zamknąłem samochód i ruszyłem w stronę, gdzie już była spora grupka gapiów i policjantów. Krok za krokiem, a serce zaczynało przyśpieszać - w głowie powstawało tysiące myśli. Już na około dwieście metrów było widać - jak, na dłoni - że, jeden z samochodów - to strzępki złomu doszczętnie ogarnięte przez płomienie nieudolnie gaszone przez kilku policjantów gaśnicami podręcznymi. Dwa inne pojazdy były co prawda mocno zdeformowane, szyby powybijane - ale, nie płonęły. Mercedes Jurija stał - chociaż, nie przypominał tego samego samochodu, który jeszcze kilkanaście minut temu pędził pomiędzy innymi użytkownikami drogi. Odetchnąłem głęboko. Nerwowo sięgnąłem do kieszeni wyłuskując paczę z papierosami. Nie paliłem wiele, od czasu do czasu wspomagałem swój układ nerwowy dawką nikotyny. - Chmura dymu ogrzała moje skrzela, a mózg otrzymał sygnał pobudzenia. Policja nie dopuszczała zbyt blisko gapiów próbujących robić zdjęcia. - Zauważyłem tylko, że mercedes Jurija był pusty. Co, się stało? - Pomyślałem i sięgnąłem po telefon. Kilka sygnałów i nic. Jeszcze raz. Nic. Dwie karetki odjechały na sygnałach w przeciwnym kierunku do miejsca, w którym stałem. Pojawiły się dodatkowe siły policyjne. Można było usłyszeć informacje o wybuchu samochodu, który już nie płonął - ale, dym nadal się z niego unosił. Poinformowałem policjanta, że w jednym z samochodów jechał mój przyjaciel wskazując na mercedesa. - Odpowiedział krótko - zabrali kierowcę karetką.
Nie bacząc na okoliczności zacząłem myśleć, jak powiadomić kogoś bliskiego Jurija. Ale, tak dokładnie nie wiedziałem kogo - mimo, że znałem go bardzo długo - nigdy, nie rozmawialiśmy o jego rodzinie bliższej lub nawet dalszej. Pozostało oczekiwanie i próby dowiedzenia się - w jakim szpitalu został ulokowany Jurij oraz, w jakim jest stanie.
Powoli udało mi się obrócić samochód wśród wielu innych manewrujących podobnie - jak, ja w zamiarze odjechania. Wracałem do domu. Jeszcze nie wierzyłem rzeczywistości. Jak, to mogło się stać. Nagły wybuch samochodu, który prawdopodobnie został zniszczony celowo przez detonację materiałów wybuchowych i taki niespodziewany splot przypadku w chwili, kiedy Jurij znalazł się tak blisko tamtego pojazdu, którego identyfikować nie było sposób.
Prowadziłem od bardzo wielu lat - ale, pierwszy raz jechałem tak skoncentrowany na kierownicy. Ściskałem ją tak mocno, że czułem, jak robią mi się odciski. Pół godziny jazdy. Wrocław tętnił zwykłym rytmem życia. Tragedia, jaka rozegrała się kilka kilometrów od miejsca, które mijałem nie odegrała żadnego znaczenia w magistrali przypadków losowych, jakie każdej chwili dzieją się na ulicach całego miasta, a przecież całego świata także.
Zaparkowałem pomiędzy starymi samochodami - czasem myślałem sobie, że to ja mogę być ofiarą podobnego zamachu. Przecież wielu ludzi wiedziało, że prowadzę interesy w Rosji, a to dawało podejrzenie, że robię brudne pieniądze. Moja lancia delta integrale nie była samochodem reprezentacyjnym - ale, była niezawodna. Zresztą jadąc na raut zawsze korzystałem z oferty firmy taksówkarskiej oferującej usługi dla biznesu. Parking strzeżony - ale, pewności nigdy nie było, że wracając po samochód zastanie się go jeszcze tam, gdzie został postawiony. Wrocław zasłynął tym, że znikały samochody nie tylko z parkingów.
Ruszyłem do domu w pośpiechu. Mieszkałem w apartamentowcu, który był monitorowany całą dobę. Rodzice nie raz mi to wypowiadali, że zamiast we własnym domu - to, mieszkam tak, jak w mrowisku. Byli przeciwni takiemu rozwiązaniu. Ale, ja to lubiłem. Brak ogrodu rekompensowałem sobie zawsze wypadami na tereny zielone, gdy tylko miałem taką okazję - a nie stroniłem od okazji.
Nim wszedłem do klatki schodowej - ochroniarz zapytał: "- Słyszał pan o tym, co stało się dzisiaj na mieście?" - Wzruszyłem ramionami, jakbym wcale nie interesował się życiem miasta. - W mieszkaniu panował chłód - nie zamykałem bowiem okna wychodząc rano. Włączyłem telewizor wyszukując wiadomości lokalnych stacji telewizyjnych. Nie trwało długo - pojawił się w wiadomościach przedstawiciel Policji informując, że w wybuchu samochodu, który prawdopodobnie został zaminowany do detonacji drogą radiową zginął prezes spółki giełdowej, która znacząco wpływała na gospodarkę kraju. - Wśród potoku słów dowiedziałem się o trzech innych ofiarach zdarzenia - wśród których usłyszałem o Juriju. Reporter podsumowujący relację wyjaśnił, że poszkodowani z dwóch pozostałych pojazdów żyją - ale, są w stanie ciężkim jednak stabilnym. Ciarki przeszyły mi po plecach. Poczułem, jak na rękach stają mi włosy.
Drink "Godfather" - postawił mnie na nogi. Otrząsnąłem się. Amaretto - migdałami podnosiło we mnie pożądanie. Pozbierałem myśli, co robić, jak postąpiłby teraz Jurij, gdyby to mnie zabrało pogotowie - a on zostałby sam z niezałatwionymi sprawami? Trzeba jechać do szpitala - dowiedzieć się więcej. - Jednak zanim wyjdę - postanowiłem wziąć prysznic i zmienić ubranie.
Nagły dzwonek do drzwi wyrwał mnie z kąpieli. - Owinięty w ręcznik zarzuciłem tylko szlafrok. Uchyliłem drzwi z ogranicznikiem łańcuchowym. Padło pytanie o moje nazwisko z jednoczesnym gestem ukazującym mi legitymację służbową. - Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego - rzekł jeden z dwóch facetów stojących po drugiej stronie drzwi. - Czy, możemy wejść? Zmieszany otworzyłem drzwi i przeprosiłem - ale, chciałem się przebrać do rozmowy. Obaj przedstawili się z imienia i nazwiska. - Oczywiście poprosiłem o to, żeby zasiedli przy stole - a sam udałem się do garderoby. Żaden nie usiadł - wręcz przeciwnie - zauważyłem, że byli gotowi do czegoś więcej niż tylko rozmowa. Ale, nie ograniczając mi swobody - usłyszałem - proszę się oczywiście ubrać.
Wróciłem po pięciu minutach ubrany w garnitur. - Jeden z funkcjonariuszy zauważył głośno - szybki pan jest. - Uśmiechnąłem się tylko. Padło pytanie o Jurija.
Nie było z mojej strony podejrzeń, że mogę być w coś zamieszany. - Jedak, pytania były rzeczowe i trafiały w kwestie, które łączyły mnie w interesach z Jurijem.
c.d.n.
(fragment całości - prawa autorskie zastrzeżone)
Jurij powiedział szybko: "Nie okazuj miłości, bo to może cię zabić" - i już wiedziałem, że został okradziony przez kobietę, której zaufał na tyle, żeby powierzyć jej prowadzenie firmy mającej na celu wdrożenie importu z Rosji do Polski na szeroką skalę technologii, której Jurij poświęcił ogromnie dużo życia. - Poprosił, żebym jechał za nim.
Korki miejskie, jakie zapanowały - sprawiły, że klimatyzacja ratowała mnie przed wyparowaniem z samochodu, który w samo południe przesuwał się w odległości kilkunastu pojazdów za samochodem przyjaciela.
Zauważyłem tylko, jak mercedes z Jurijem znika za chmurą dymu. - Huk był tak duży, że w pierwszej chwili nie umiałem się pozbierać z myślami. - Co się stało? - Mijały chwile. Blokada ruchu nastąpiła błyskawicznie. Otworzyłem drzwi - mdły zapach dopadł mój nos - usta zaczęły odczuwać kurz wnikający niemiłosiernie. - W pierwszym odruchu pomyślałem, że to bomba - bo, co innego? - Tylko, czy Jurij przejechał i gdzie jest? Telefon w drżącej dłoni. Cisza. Kilka razy próbowałem połączyć się - ale, nic. Słychać syreny - Policja, a za nią karetka przedzierające się przez zatłoczone pasy w kierunku zdarzenia, które nadal spowite pozostawało kurzem i dymem unoszącymi się na kilkanaście metrów.
Nie wiedziałem, co myśleć i co robić. - Chwile, sekundy - ciągnęły się w nieskończoność. - Po kilku minutach widać było już więcej - jakieś wraki doszczętnie płonące około czterystu metrów od miejsca, w którym zatrzymałem swój samochód. Palił się mercedes Jurija i jeszcze jakieś inne dwa samochody obok. Przeszyły mnie dreszcze.
Pogotowie pojawiło się chwilkę po tym, jak Policja zablokowała dojście do miejsca zdarzenia. Zamknąłem samochód i ruszyłem w stronę, gdzie już była spora grupka gapiów i policjantów. Krok za krokiem, a serce zaczynało przyśpieszać - w głowie powstawało tysiące myśli. Już na około dwieście metrów było widać - jak, na dłoni - że, jeden z samochodów - to strzępki złomu doszczętnie ogarnięte przez płomienie nieudolnie gaszone przez kilku policjantów gaśnicami podręcznymi. Dwa inne pojazdy były co prawda mocno zdeformowane, szyby powybijane - ale, nie płonęły. Mercedes Jurija stał - chociaż, nie przypominał tego samego samochodu, który jeszcze kilkanaście minut temu pędził pomiędzy innymi użytkownikami drogi. Odetchnąłem głęboko. Nerwowo sięgnąłem do kieszeni wyłuskując paczę z papierosami. Nie paliłem wiele, od czasu do czasu wspomagałem swój układ nerwowy dawką nikotyny. - Chmura dymu ogrzała moje skrzela, a mózg otrzymał sygnał pobudzenia. Policja nie dopuszczała zbyt blisko gapiów próbujących robić zdjęcia. - Zauważyłem tylko, że mercedes Jurija był pusty. Co, się stało? - Pomyślałem i sięgnąłem po telefon. Kilka sygnałów i nic. Jeszcze raz. Nic. Dwie karetki odjechały na sygnałach w przeciwnym kierunku do miejsca, w którym stałem. Pojawiły się dodatkowe siły policyjne. Można było usłyszeć informacje o wybuchu samochodu, który już nie płonął - ale, dym nadal się z niego unosił. Poinformowałem policjanta, że w jednym z samochodów jechał mój przyjaciel wskazując na mercedesa. - Odpowiedział krótko - zabrali kierowcę karetką.
Nie bacząc na okoliczności zacząłem myśleć, jak powiadomić kogoś bliskiego Jurija. Ale, tak dokładnie nie wiedziałem kogo - mimo, że znałem go bardzo długo - nigdy, nie rozmawialiśmy o jego rodzinie bliższej lub nawet dalszej. Pozostało oczekiwanie i próby dowiedzenia się - w jakim szpitalu został ulokowany Jurij oraz, w jakim jest stanie.
Powoli udało mi się obrócić samochód wśród wielu innych manewrujących podobnie - jak, ja w zamiarze odjechania. Wracałem do domu. Jeszcze nie wierzyłem rzeczywistości. Jak, to mogło się stać. Nagły wybuch samochodu, który prawdopodobnie został zniszczony celowo przez detonację materiałów wybuchowych i taki niespodziewany splot przypadku w chwili, kiedy Jurij znalazł się tak blisko tamtego pojazdu, którego identyfikować nie było sposób.
Prowadziłem od bardzo wielu lat - ale, pierwszy raz jechałem tak skoncentrowany na kierownicy. Ściskałem ją tak mocno, że czułem, jak robią mi się odciski. Pół godziny jazdy. Wrocław tętnił zwykłym rytmem życia. Tragedia, jaka rozegrała się kilka kilometrów od miejsca, które mijałem nie odegrała żadnego znaczenia w magistrali przypadków losowych, jakie każdej chwili dzieją się na ulicach całego miasta, a przecież całego świata także.
Zaparkowałem pomiędzy starymi samochodami - czasem myślałem sobie, że to ja mogę być ofiarą podobnego zamachu. Przecież wielu ludzi wiedziało, że prowadzę interesy w Rosji, a to dawało podejrzenie, że robię brudne pieniądze. Moja lancia delta integrale nie była samochodem reprezentacyjnym - ale, była niezawodna. Zresztą jadąc na raut zawsze korzystałem z oferty firmy taksówkarskiej oferującej usługi dla biznesu. Parking strzeżony - ale, pewności nigdy nie było, że wracając po samochód zastanie się go jeszcze tam, gdzie został postawiony. Wrocław zasłynął tym, że znikały samochody nie tylko z parkingów.
Ruszyłem do domu w pośpiechu. Mieszkałem w apartamentowcu, który był monitorowany całą dobę. Rodzice nie raz mi to wypowiadali, że zamiast we własnym domu - to, mieszkam tak, jak w mrowisku. Byli przeciwni takiemu rozwiązaniu. Ale, ja to lubiłem. Brak ogrodu rekompensowałem sobie zawsze wypadami na tereny zielone, gdy tylko miałem taką okazję - a nie stroniłem od okazji.
Nim wszedłem do klatki schodowej - ochroniarz zapytał: "- Słyszał pan o tym, co stało się dzisiaj na mieście?" - Wzruszyłem ramionami, jakbym wcale nie interesował się życiem miasta. - W mieszkaniu panował chłód - nie zamykałem bowiem okna wychodząc rano. Włączyłem telewizor wyszukując wiadomości lokalnych stacji telewizyjnych. Nie trwało długo - pojawił się w wiadomościach przedstawiciel Policji informując, że w wybuchu samochodu, który prawdopodobnie został zaminowany do detonacji drogą radiową zginął prezes spółki giełdowej, która znacząco wpływała na gospodarkę kraju. - Wśród potoku słów dowiedziałem się o trzech innych ofiarach zdarzenia - wśród których usłyszałem o Juriju. Reporter podsumowujący relację wyjaśnił, że poszkodowani z dwóch pozostałych pojazdów żyją - ale, są w stanie ciężkim jednak stabilnym. Ciarki przeszyły mi po plecach. Poczułem, jak na rękach stają mi włosy.
Drink "Godfather" - postawił mnie na nogi. Otrząsnąłem się. Amaretto - migdałami podnosiło we mnie pożądanie. Pozbierałem myśli, co robić, jak postąpiłby teraz Jurij, gdyby to mnie zabrało pogotowie - a on zostałby sam z niezałatwionymi sprawami? Trzeba jechać do szpitala - dowiedzieć się więcej. - Jednak zanim wyjdę - postanowiłem wziąć prysznic i zmienić ubranie.
Nagły dzwonek do drzwi wyrwał mnie z kąpieli. - Owinięty w ręcznik zarzuciłem tylko szlafrok. Uchyliłem drzwi z ogranicznikiem łańcuchowym. Padło pytanie o moje nazwisko z jednoczesnym gestem ukazującym mi legitymację służbową. - Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego - rzekł jeden z dwóch facetów stojących po drugiej stronie drzwi. - Czy, możemy wejść? Zmieszany otworzyłem drzwi i przeprosiłem - ale, chciałem się przebrać do rozmowy. Obaj przedstawili się z imienia i nazwiska. - Oczywiście poprosiłem o to, żeby zasiedli przy stole - a sam udałem się do garderoby. Żaden nie usiadł - wręcz przeciwnie - zauważyłem, że byli gotowi do czegoś więcej niż tylko rozmowa. Ale, nie ograniczając mi swobody - usłyszałem - proszę się oczywiście ubrać.
Wróciłem po pięciu minutach ubrany w garnitur. - Jeden z funkcjonariuszy zauważył głośno - szybki pan jest. - Uśmiechnąłem się tylko. Padło pytanie o Jurija.
Nie było z mojej strony podejrzeń, że mogę być w coś zamieszany. - Jedak, pytania były rzeczowe i trafiały w kwestie, które łączyły mnie w interesach z Jurijem.
c.d.n.
(fragment całości - prawa autorskie zastrzeżone)
wtorek, 18 czerwca 2013
Nędzne życie
" Nędzy poświęceni - nędznicy zalęknieni - marzyciele błahostkami upojeni"
"Dopóki istnieć będzie, mocą praw i obyczajów, potępienie społeczne, które w pełni rozwoju cywilizacji stwarza sztuczne piekła i ręką ludzką wikła przeznaczenie, dzieło Boga; póki trzy problemy naszego czasu nie zostaną rozwiązane i nędza będzie sprawcą poniżenia mężczyzn, głód - upadku kobiet, a ciemnota - zatraty dziecka; póki śmierć moralna możliwa będzie w niektórych warstwach społecznych; innymi słowy i z ogólniejszego punktu widzenia rzecz biorąc: póki istnieć będzie na Ziemi ciemnota i nędza, książki takie, jak ta mogą być użyteczne"
Victor Hugo
" Nieprawością innych krzywdzeni, pozbawieni balastu posiadania - wolni i nieszczęśliwi w pragnieniu majętności swojej umierają"
" Spowici wilgocią mgły porannej bezdomni czepiają się rękoma płotów szczerbatych unosząc swoje zwłoki pół żywi i pół umarli"
" Łzy ukrywający przed światem zamieniając je każdego dnia
u lichwiarza nadziei na sakiewkę iluzji
ogrzanej rosołem
z gołębia"
"Sponiewierani przez innych, zagubieni w sobie
- podróżnicy bez celu"
" Usnąć na zawsze pragnący - otwierają oczy ze zdziwieniem,
że nic się o poranku nie zmieniło"
" Każdego dnia ubierający na siebie łachmanu szmatę
i ocierający nos rękawem - podróżnicy za chleba kawałkiem -
uciekinierzy przed czasem"
"Poeci jednego dnia, magicy jednej sztuczki,
muzycy jednej nuty
- ludzie poszukujący prawdy wśród prawd
- cisi marzyciele o śnie w cieple"
Sł. T. Mączyński
poniedziałek, 3 czerwca 2013
A ty śpij...
A ty śpij... Tam, gdzie twoje sny żeglują po oceanie myśli - ja jestem twoją łodzią ratunkową.
Sen nie przyszedł dzisiaj znów - dałem mu żółtą kartkę i napisałem do niego list.
- Nie wracaj nim nie zdołasz dać mi spokoju.
Sen nie odpisał - gdy zamykałem powieki - czułem, jak skleja moje rzęsy.
Czyżby, sen żył swoim snem?
sobota, 18 maja 2013
Śledztwo po latach
Śledztwo po latach
(fragment)
Samolot przyleciał do Gdańska
z opóźnieniem prawie trzech godzin. Pogoda była pod
psem, a przede mną jeszcze kilka godzin jazdy samochodem wynajętym
celowo na tą podróż w usługach lotniska.
Pokój hotelowy nie jest
co prawda ostoją domowego ogniska - lecz, zamykając za sobą drzwi od
środka upewniłem się w przekonaniu, że czasem odmiana i oderwanie
się od rzeczywistości są tak pożądane, że spojrzenie z piątego
piętra na widok z okna daje więcej radości niż przebywanie w
wesołym miasteczku.
Położyłem kartę od
drzwi na komodzie. Obok stały kwiaty - "wczorajsze"
oraz przygotowana kawa w saszetkach i cukier w kostkach – co
mnie ucieszyło, gdyż taki cukier przypomina odrobinę luksusu, jaki
towarzyszył w dzieciństwie tym dniom, kiedy kartkowany cukier można
było zamienić w budowlę.
Większość pokoi
hotelowych jest tapetowana gustownie - bynajmniej takie starałem się odwiedzać, gdzie ściany były wykończone należycie
i nie tchnęły zimnem gołego tynku okraszonego kolorem.
Meble typowo hotelowe, acz
krzesła widocznie wyszukane przez dobrego dekora wnętrz.
W mojej naturze miałem
zawsze to, że zaglądałem we wszystkie zakamarki pokoju oraz
łazienki w poszukiwaniu śladów zaniedbań w sprzątaniu. - Tym
razem okazało się, że pokój jest czyściutki, świeży i wszystko
w nim pachnie.
Rozpakowałem rzeczy z
walizki, układając je jedna po drugiej w komodzie i szafie. Koszule
przygotowałem do prasowania (hotel zapewniał tę usługę w cenie).
Sprawdziłem folder leżący na szafce przy łóżku. - W ofercie
miasteczka nie było nic, czego nie można zobaczyć gdzieś indziej.
Jednak uwagę przykuwał coroczny pokaz pirotechniczny, który w
sobotę wieczorem miał uświetnić rocznicę nadania praw miejskich
tego miasta.
Odświeżyłem się po
podróży, prysznic z muzyczką – od dawna nie słuchałem nic pod
prysznicem. Usiadłem na fotelu wycierając się ręcznikiem, który
przypominał wielki żagiel. Trójkątny ręcznik – ciekawostka i
dość oryginalny.
Chwila relaksu. Włączyłem
radio, w którym popłynęła muzyka polska. - Dawno nie słyszałem
polskich piosenek. - Dziwne uczucie towarzyszące po wielu latach
życia poza Polską.
Mój cel podróży
oczekiwał na mnie zapewne niecierpliwie – ale, ja spokojnie oraz z
rozwagą wracałem pamięcią do czasów, kiedy polskie hotele były
moim drugim domem. Zupełnie inna rzeczywistość niż w hotelach
węgierskich, niemieckich, czy włoskich. Polski klimat i polskie
realia odstraszają wielu gości ze świata - jednak wracając do
Polski czułem się doskonale. Obsługa hotelu uprzejmie informowała o atrakcjach
i służyła pomocą od pierwszej chwili, kiedy rezerwowałem ten
pokój, który jest idealny na ten krótki pobyt. Sypialniana część
gustownie oddzielona od części dziennej, gdzie stoi biurko z łączem
internetowym oraz monitor, który doskonale można podłączyć do
laptopa. To mi pasuje, gdyż okulary jakie noszę od kilku lat - czasem
mnie męczą przy oglądaniu czegoś na małym ekranie.
Włożyłem na siebie
świeże ubranie. Luźny sportowy styl, nie rzucające się w oczy
drobiazgi ukryte pod garderobą. Kilka wynalazków techniki, które
ułatwiają śledzenie tego, co się dzieje dookoła. Kamerka
miniaturowa rejestrująca doskonale obraz i dźwięk mimo, że nie
widoczna dla rozmówcy i otoczenia.
Telefon! - Słucham. -
Witam serdecznie panią, jeżeli to możliwe - spotkamy się za dwie
godziny w umówionym miejscu. - Dziękuję i ja za zaproszenie oraz ufam, że uda się nam spędzić miły wieczór.
Właśnie zadzwoniła do
mnie osoba, która mnie tutaj ściągnęła w sprawie tak istotnej
dla mojej osoby, a bardziej dla realiów, jakie towarzyszyły wielu
latom mojego życia.
Wiele lat temu zostałem
posądzony o przyczynienie się do zaginięcia pewnego bandziora,
który w wielu środowiskach był uważany za nietykalnego, a dla
wielu dygnitarzy był niewygodną personą na ich lokalnym podwórku.
Stąd też moja wizyta po latach i spotkanie z dziennikarzem
śledczym, jakim okazała się urocza pani w dojrzałym wieku,
emanująca nie tylko seksapilem, ale także ogromną wiedzą i
fachowym traktowaniem rzeczy nazywanych po imieniu. - Minęło ćwierć
wieku od zdarzenia, które na wiele lat odmieniło moje losy. Samotny
facet, prowadzący biznes w branży handlowej o szerokim zakresie
kontaktów w sprawie przedmiotwej był łatwym kąskiem dla śledczych
w ówczesnych realiach.
Był listopad połowy lat
dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Dość dawno. Pamiętam,
że jesień była bardzo mroczna, deszczowa i nie nastawiała ludzi
pozytywnie w związku z nieciekawą sytuacją gospodarczą w kraju.
Bunt ludzi okazywał się poprzez uciekanie w szarą strefę
ekonomiczną. - Wówczas pojawiły się grupki samozwańczych
"szeryfów" lokalnych, którzy wykorzystując koneksje w
lokalnym środowisku organów ścigania i układy z między innymi
prominentnymi sędziami (o zgrozo skorumpowanymi od wielu lat)
przejmowali kontrolę nad firmami, ludźmi zaczynającymi biznes i wszelkimi drobnymi przemytnikami oraz lichwą.
Takie czasy, towarzyszące
przemianom politycznym i systemowym polskiej rzeczywistości skupiły
w szeregu koalicji ideowych oraz samozwańczych wodzów "rewolucji"
ogromną szansę dla przestępczości podstępnie nazwanej
zorganizowaną – co, nawet ujęto w przepisach kodeksu karnego.
Przewrotność tego działania była jednak taka, że to prawo
ustanowione zostało w ogromnej mierze przez ludzi powiązanych z
układami mafijnymi, a może nie tyle mafijnymi, co korupcyjnymi z
poprzedniego systemu politycznego. Tragiczne dla wielu porządnych
obywateli i przedsiębiorców czasy trwające wiele lat.
Zbliżała się godzina
wyznaczonego spotkania z moją tajemniczą reporterką, działającą
w konspiracji wraz z grupą "oczyszczonych" od wszelkich
podejrzeń prawników oraz dziennikarzy chcących wytropić prawdę o
tamtych zdarzeniach, w których zginął tragicznie bandzior oraz
kilkanaście osób rażonych odłamkami bomb, które eksplodowały w
odstępach kilkuminutowych raniąc ciężko wiele postronnych osób.
c.d.n. (prawa do całości tekstu powyżej zastrzeżone)
Sł. T. Mączyński
czwartek, 16 maja 2013
Kochać, aż do zatracenia
Podchodzisz do drzwi, pukasz dłonią zaciśniętą w pięść - drzwi uchylają się powoli - wyciągasz rękę z dłonią otwartą na powitanie - ze zdziwieniem doświadczasz, że wita cię miłość.
***
Miłości gladiator
"Przyniosę ci wszystkie kwiaty,
Chciej tylko mnie wpuścić
Do bram twego serca.
Złożę wieniec laurowy
U twoich stóp.
- Jak, pokonany gladiator odejdę,
Gdy, mnie odrzucisz.
Posłuchaj - jak, nadchodzi wspomnienie."
***
Sł. T. Mączyński
niedziela, 24 marca 2013
Kim jest...?
Kim jest Jezus Chrystus?
Kim jest dla...?
więc...
Gdyby, Jezus Chrystus powiedział kiedyś tak...
(moje przemyślenia)
"Nie wierz, jak niewidomy. Nie ufaj, jak pozbawiony woli. Pobieraj nauki od serca swego. To, zaprowadzi twoje serce do Boga twego"
*
"Nie widzisz, że otwieram ci oczy? Nie rozumiesz, że to, co zobaczysz, może być gorsze niż to, czego dotychczas nie widzisz?"
*
"Wiem, że zrobiłeś źle. - Nie mogłeś inaczej! - Wszystko było zapisane. Wypadło na ciebie Judaszu - ale, ja ci wybaczam."
*
"Dlaczego, nie udało się? Gdzie, tkwi to, czego pojmować nie potraficie? Co wam sprawia radość? - Mój ból?"
*
"Krzyż - to, wasz symbol. Moim symbolem nic nie jest."
*
"Jak, wielka musi być wasza głupota - aby, pozbawić się spokoju i radości - dla chwili zapomnienia, dla chwili odrzucenia?"
*
"Słońce nie jest wasze. Słońce jest po części tym, czym ja jestem!
- Słońce ogrzało mnie - gdy, zabrakło mi waszej miłości"
*
"I nastał dzień - gdy, odszedłem zostawiwszy wam tęsknoty prawo"
*
"Ludzie! - Kim jesteście, że tak uwielbiacie egzekucje? - Ludzie! - Kto, wam dał takie prawo? - Nie zabijaj! - A zabijacie!"
*
"Spojrzał kat w moje oczy i nie zawahał się! Jakby wierzył w zło, jakby pił z czary mojego bólu"
*
"Mijać będzie czas. A wy, nie uwierzycie! Mijać będzie czas. A w was, narośnie brak wiary! Nie pamiętacie narodzin swoich. A wiecznie uciekać będziecie przed śmierci pocałunkiem."
*
"Cóż, to za planeta, gdzie tylu czuje się władcami nad tym, co nie do nich należy?"
*
"Niewiasto - nie należę do ciebie ani do nikogo innego.
Jestem po to - aby, pomóc wam powrócić do tego, co utraciliście"
*
"Niewiastom dałem prawo do świadczenia prawdy.
Niewiasty - wybór macie! To. wy prawdę albo fałsz dacie swoim mężom."
*
"Czytając uważaj na to, co czytasz i na to, kto to napisał. Nie ufaj słowu, jeżeli nie jest ono zapisane w twoim sercu."
*
" Zostawiam wam pustynię. Ile ziaren piasku, tyle waszych dni. Ile ziaren piasku, tyle losów waszych na tej pustyni."
*
"Wielu wcale nie wierzy, wielu mnie nie zna. A ja im dam siebie. A ja siadam z nimi. Ufam tobie - ale im jestem potrzebny. Ty, im mnie oddasz a oni tobie Ojcze."
*
"Pustka jest w was - nie w tym grobie, z którego wyszedłem."
*
"Nim wybije moja ostatnia godzina wśród was - zabraknie wam czasu, aby powstrzymać rękę śmierci, która waszym młotkiem i gwoździem jest."
*
" Moimi oczyma widać więcej - niż wy zobaczycie kiedykolwiek!
- Moimi oczyma widzę to - czego, wy nie zobaczycie nigdy!"
*
"Jaka chwila sprawia, że świat otacza was pustym miejscem przy stole? Jak wypełnić można ciszę, która zapanuje, gdy odejdę?"
*
"Bóg ma być w was. Boga nie trzeba szukać. Bóg jest - tylko, zapominacie o tym!"
*
"Ja, pokonałem zło! - Czy, wy pokonać zdołacie też zło?"
*
" Potęgę wód oceanu zostawiam wam, abyście szukali mnie wśród każdej chwili samotności!"
*
" Wiara nie jest wam dana. Wiary musicie uczyć się całe życie. - Kto, wierzy - ten poszukuje mnie. - Kto, mówi - że, wierzy a nie szuka - już oddala się ode mnie!"
*
"W dolinie tej spotkasz mnie, gdy iść już nie zdołasz sam"
*
"Ja nie odszedłem, ja tylko umarłem - za was umarłem. Ale, nie mogliście umrzeć wszyscy przecież za mnie! - Umrzecie, aby do mnie przyjść"
*
"Odszedłem, aby wrócić. - Wróciłem, aby odejść. - Powrócę, aby was zabrać. Dam wam siebie, gdy wy dacie mi swoje serca"
*
" Wierzycie w obraz a nie potraficie uwierzyć w tajemnicę! - Nie zostawiłem śladu po sobie. - Tajemnica jest we mnie!"
*
"Im, was więcej, tym mniej mnie słuchacie. Im, was więcej - tym, mniej w was zrozumienia. Im was więcej, tym bunt większy wobec mnie! - Wasz świat - do mnie należy. - Wy, należycie do siebie"
*
"Wśród wielu dróg odszukaj tą, która zaprowadzi cię do wieczności"
*
"Nie czuję bólu! Ojciec mój czeka na mnie już! - Nie grzeszcie - a wasza droga ku wieczności, nie będzie wiodła przez krzyż nigdy już"
*
*
"Wierzysz we mnie? Ufasz mi? - Masz mnie za Boga? - To, znajduj mnie w bracie swoim".
*
W każdym człowieku podobno jest cząstka Boga - więc, każda wasza myśl jest z Nim lub przeciwko Niemu.
sobota, 9 marca 2013
Czerwcowy poranek
***
Czerwcowy poranek,
Słoneczny uśmiech
Na dnia powitanie
Powolne budzenie - wstawanie.
Jakby nieoczekiwane
Do łóżka śniadanie.
Kwiaty świeżo zerwane
- Ciepłe przywitanie.
Ktoś puka do drzwi.
Jakieś ciche to pukanie.
- Ciekawość - i jej narastanie.
To puka twoje dojrzewanie.
***
Mój wiersz - napisany 10 czerwca 2005 roku dla córki na trzecią rocznicę urodzin.
Sł. T. Mączyński
Subskrybuj:
Posty (Atom)














