sobota, 18 maja 2013

Śledztwo po latach




Śledztwo po latach

(fragment)

Samolot przyleciał do Gdańska z opóźnieniem prawie trzech godzin. Pogoda była pod psem, a przede mną jeszcze kilka godzin jazdy samochodem wynajętym celowo na tą podróż w usługach lotniska.


Pokój hotelowy nie jest co prawda ostoją domowego ogniska - lecz, zamykając za sobą drzwi od środka upewniłem się w przekonaniu, że czasem odmiana i oderwanie się od rzeczywistości są tak pożądane, że spojrzenie z piątego piętra na widok z okna daje więcej radości niż przebywanie w wesołym miasteczku.


Położyłem kartę od drzwi na komodzie. Obok stały kwiaty - "wczorajsze" oraz przygotowana kawa w saszetkach i cukier w kostkach – co mnie ucieszyło, gdyż taki cukier przypomina odrobinę luksusu, jaki towarzyszył w dzieciństwie tym dniom, kiedy kartkowany cukier można było zamienić w budowlę.


Większość pokoi hotelowych jest tapetowana gustownie - bynajmniej takie starałem się odwiedzać, gdzie ściany były wykończone należycie i nie tchnęły zimnem gołego tynku okraszonego kolorem.


Meble typowo hotelowe, acz krzesła widocznie wyszukane przez dobrego dekora wnętrz.


W mojej naturze miałem zawsze to, że zaglądałem we wszystkie zakamarki pokoju oraz łazienki w poszukiwaniu śladów zaniedbań w sprzątaniu. - Tym razem okazało się, że pokój jest czyściutki, świeży i wszystko w nim pachnie.


Rozpakowałem rzeczy z walizki, układając je jedna po drugiej w komodzie i szafie. Koszule przygotowałem do prasowania (hotel zapewniał tę usługę w cenie). Sprawdziłem folder leżący na szafce przy łóżku. - W ofercie miasteczka nie było nic, czego nie można zobaczyć gdzieś indziej. Jednak uwagę przykuwał coroczny pokaz pirotechniczny, który w sobotę wieczorem miał uświetnić rocznicę nadania praw miejskich tego miasta.


Odświeżyłem się po podróży, prysznic z muzyczką – od dawna nie słuchałem nic pod prysznicem. Usiadłem na fotelu wycierając się ręcznikiem, który przypominał wielki żagiel. Trójkątny ręcznik – ciekawostka i dość oryginalny.


Chwila relaksu. Włączyłem radio, w którym popłynęła muzyka polska. - Dawno nie słyszałem polskich piosenek. - Dziwne uczucie towarzyszące po wielu latach życia poza Polską.


Mój cel podróży oczekiwał na mnie zapewne niecierpliwie – ale, ja spokojnie oraz z rozwagą wracałem pamięcią do czasów, kiedy polskie hotele były moim drugim domem. Zupełnie inna rzeczywistość niż w hotelach węgierskich, niemieckich, czy włoskich. Polski klimat i polskie realia odstraszają wielu gości ze świata - jednak wracając do Polski czułem się doskonale. Obsługa hotelu uprzejmie informowała o atrakcjach i służyła pomocą od pierwszej chwili, kiedy rezerwowałem ten pokój, który jest idealny na ten krótki pobyt. Sypialniana część gustownie oddzielona od części dziennej, gdzie stoi biurko z łączem internetowym oraz monitor, który doskonale można podłączyć do laptopa. To mi pasuje, gdyż okulary jakie noszę od kilku lat - czasem mnie męczą przy oglądaniu czegoś na małym ekranie.


Włożyłem na siebie świeże ubranie. Luźny sportowy styl, nie rzucające się w oczy drobiazgi ukryte pod garderobą. Kilka wynalazków techniki, które ułatwiają śledzenie tego, co się dzieje dookoła. Kamerka miniaturowa rejestrująca doskonale obraz i dźwięk mimo, że nie widoczna dla rozmówcy i otoczenia.


Telefon! - Słucham. - Witam serdecznie panią, jeżeli to możliwe - spotkamy się za dwie godziny w umówionym miejscu. - Dziękuję i ja za zaproszenie oraz ufam, że uda się nam spędzić miły wieczór.


Właśnie zadzwoniła do mnie osoba, która mnie tutaj ściągnęła w sprawie tak istotnej dla mojej osoby, a bardziej dla realiów, jakie towarzyszyły wielu latom mojego życia.


Wiele lat temu zostałem posądzony o przyczynienie się do zaginięcia pewnego bandziora, który w wielu środowiskach był uważany za nietykalnego, a dla wielu dygnitarzy był niewygodną personą na ich lokalnym podwórku. Stąd też moja wizyta po latach i spotkanie z dziennikarzem śledczym, jakim okazała się urocza pani w dojrzałym wieku, emanująca nie tylko seksapilem, ale także ogromną wiedzą i fachowym traktowaniem rzeczy nazywanych po imieniu. - Minęło ćwierć wieku od zdarzenia, które na wiele lat odmieniło moje losy. Samotny facet, prowadzący biznes w branży handlowej o szerokim zakresie kontaktów w sprawie przedmiotwej był łatwym kąskiem dla śledczych w ówczesnych realiach.


Był listopad połowy lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Dość dawno. Pamiętam, że jesień była bardzo mroczna, deszczowa i nie nastawiała ludzi pozytywnie w związku z nieciekawą sytuacją gospodarczą w kraju. Bunt ludzi okazywał się poprzez uciekanie w szarą strefę ekonomiczną. - Wówczas pojawiły się grupki samozwańczych "szeryfów" lokalnych, którzy wykorzystując koneksje w lokalnym środowisku organów ścigania i układy z między innymi prominentnymi sędziami (o zgrozo skorumpowanymi od wielu lat) przejmowali kontrolę nad firmami, ludźmi zaczynającymi biznes i wszelkimi drobnymi przemytnikami oraz lichwą.


Takie czasy, towarzyszące przemianom politycznym i systemowym polskiej rzeczywistości skupiły w szeregu koalicji ideowych oraz samozwańczych wodzów "rewolucji" ogromną szansę dla przestępczości podstępnie nazwanej zorganizowaną – co, nawet ujęto w przepisach kodeksu karnego. Przewrotność tego działania była jednak taka, że to prawo ustanowione zostało w ogromnej mierze przez ludzi powiązanych z układami mafijnymi, a może nie tyle mafijnymi, co korupcyjnymi z poprzedniego systemu politycznego. Tragiczne dla wielu porządnych obywateli i przedsiębiorców czasy trwające wiele lat.


Zbliżała się godzina wyznaczonego spotkania z moją tajemniczą reporterką, działającą w konspiracji wraz z grupą "oczyszczonych" od wszelkich podejrzeń prawników oraz dziennikarzy chcących wytropić prawdę o tamtych zdarzeniach, w których zginął tragicznie bandzior oraz kilkanaście osób rażonych odłamkami bomb, które eksplodowały w odstępach kilkuminutowych raniąc ciężko wiele postronnych osób.



c.d.n. (prawa do całości tekstu powyżej zastrzeżone)

Sł. T. Mączyński