Śledztwo po latach
(fragment)
Samolot przyleciał do Gdańska
z opóźnieniem prawie trzech godzin. Pogoda była pod
psem, a przede mną jeszcze kilka godzin jazdy samochodem wynajętym
celowo na tą podróż w usługach lotniska.
Pokój hotelowy nie jest
co prawda ostoją domowego ogniska - lecz, zamykając za sobą drzwi od
środka upewniłem się w przekonaniu, że czasem odmiana i oderwanie
się od rzeczywistości są tak pożądane, że spojrzenie z piątego
piętra na widok z okna daje więcej radości niż przebywanie w
wesołym miasteczku.
Położyłem kartę od
drzwi na komodzie. Obok stały kwiaty - "wczorajsze"
oraz przygotowana kawa w saszetkach i cukier w kostkach – co
mnie ucieszyło, gdyż taki cukier przypomina odrobinę luksusu, jaki
towarzyszył w dzieciństwie tym dniom, kiedy kartkowany cukier można
było zamienić w budowlę.
Większość pokoi
hotelowych jest tapetowana gustownie - bynajmniej takie starałem się odwiedzać, gdzie ściany były wykończone należycie
i nie tchnęły zimnem gołego tynku okraszonego kolorem.
Meble typowo hotelowe, acz
krzesła widocznie wyszukane przez dobrego dekora wnętrz.
W mojej naturze miałem
zawsze to, że zaglądałem we wszystkie zakamarki pokoju oraz
łazienki w poszukiwaniu śladów zaniedbań w sprzątaniu. - Tym
razem okazało się, że pokój jest czyściutki, świeży i wszystko
w nim pachnie.
Rozpakowałem rzeczy z
walizki, układając je jedna po drugiej w komodzie i szafie. Koszule
przygotowałem do prasowania (hotel zapewniał tę usługę w cenie).
Sprawdziłem folder leżący na szafce przy łóżku. - W ofercie
miasteczka nie było nic, czego nie można zobaczyć gdzieś indziej.
Jednak uwagę przykuwał coroczny pokaz pirotechniczny, który w
sobotę wieczorem miał uświetnić rocznicę nadania praw miejskich
tego miasta.
Odświeżyłem się po
podróży, prysznic z muzyczką – od dawna nie słuchałem nic pod
prysznicem. Usiadłem na fotelu wycierając się ręcznikiem, który
przypominał wielki żagiel. Trójkątny ręcznik – ciekawostka i
dość oryginalny.
Chwila relaksu. Włączyłem
radio, w którym popłynęła muzyka polska. - Dawno nie słyszałem
polskich piosenek. - Dziwne uczucie towarzyszące po wielu latach
życia poza Polską.
Mój cel podróży
oczekiwał na mnie zapewne niecierpliwie – ale, ja spokojnie oraz z
rozwagą wracałem pamięcią do czasów, kiedy polskie hotele były
moim drugim domem. Zupełnie inna rzeczywistość niż w hotelach
węgierskich, niemieckich, czy włoskich. Polski klimat i polskie
realia odstraszają wielu gości ze świata - jednak wracając do
Polski czułem się doskonale. Obsługa hotelu uprzejmie informowała o atrakcjach
i służyła pomocą od pierwszej chwili, kiedy rezerwowałem ten
pokój, który jest idealny na ten krótki pobyt. Sypialniana część
gustownie oddzielona od części dziennej, gdzie stoi biurko z łączem
internetowym oraz monitor, który doskonale można podłączyć do
laptopa. To mi pasuje, gdyż okulary jakie noszę od kilku lat - czasem
mnie męczą przy oglądaniu czegoś na małym ekranie.
Włożyłem na siebie
świeże ubranie. Luźny sportowy styl, nie rzucające się w oczy
drobiazgi ukryte pod garderobą. Kilka wynalazków techniki, które
ułatwiają śledzenie tego, co się dzieje dookoła. Kamerka
miniaturowa rejestrująca doskonale obraz i dźwięk mimo, że nie
widoczna dla rozmówcy i otoczenia.
Telefon! - Słucham. -
Witam serdecznie panią, jeżeli to możliwe - spotkamy się za dwie
godziny w umówionym miejscu. - Dziękuję i ja za zaproszenie oraz ufam, że uda się nam spędzić miły wieczór.
Właśnie zadzwoniła do
mnie osoba, która mnie tutaj ściągnęła w sprawie tak istotnej
dla mojej osoby, a bardziej dla realiów, jakie towarzyszyły wielu
latom mojego życia.
Wiele lat temu zostałem
posądzony o przyczynienie się do zaginięcia pewnego bandziora,
który w wielu środowiskach był uważany za nietykalnego, a dla
wielu dygnitarzy był niewygodną personą na ich lokalnym podwórku.
Stąd też moja wizyta po latach i spotkanie z dziennikarzem
śledczym, jakim okazała się urocza pani w dojrzałym wieku,
emanująca nie tylko seksapilem, ale także ogromną wiedzą i
fachowym traktowaniem rzeczy nazywanych po imieniu. - Minęło ćwierć
wieku od zdarzenia, które na wiele lat odmieniło moje losy. Samotny
facet, prowadzący biznes w branży handlowej o szerokim zakresie
kontaktów w sprawie przedmiotwej był łatwym kąskiem dla śledczych
w ówczesnych realiach.
Był listopad połowy lat
dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Dość dawno. Pamiętam,
że jesień była bardzo mroczna, deszczowa i nie nastawiała ludzi
pozytywnie w związku z nieciekawą sytuacją gospodarczą w kraju.
Bunt ludzi okazywał się poprzez uciekanie w szarą strefę
ekonomiczną. - Wówczas pojawiły się grupki samozwańczych
"szeryfów" lokalnych, którzy wykorzystując koneksje w
lokalnym środowisku organów ścigania i układy z między innymi
prominentnymi sędziami (o zgrozo skorumpowanymi od wielu lat)
przejmowali kontrolę nad firmami, ludźmi zaczynającymi biznes i wszelkimi drobnymi przemytnikami oraz lichwą.
Takie czasy, towarzyszące
przemianom politycznym i systemowym polskiej rzeczywistości skupiły
w szeregu koalicji ideowych oraz samozwańczych wodzów "rewolucji"
ogromną szansę dla przestępczości podstępnie nazwanej
zorganizowaną – co, nawet ujęto w przepisach kodeksu karnego.
Przewrotność tego działania była jednak taka, że to prawo
ustanowione zostało w ogromnej mierze przez ludzi powiązanych z
układami mafijnymi, a może nie tyle mafijnymi, co korupcyjnymi z
poprzedniego systemu politycznego. Tragiczne dla wielu porządnych
obywateli i przedsiębiorców czasy trwające wiele lat.
Zbliżała się godzina
wyznaczonego spotkania z moją tajemniczą reporterką, działającą
w konspiracji wraz z grupą "oczyszczonych" od wszelkich
podejrzeń prawników oraz dziennikarzy chcących wytropić prawdę o
tamtych zdarzeniach, w których zginął tragicznie bandzior oraz
kilkanaście osób rażonych odłamkami bomb, które eksplodowały w
odstępach kilkuminutowych raniąc ciężko wiele postronnych osób.
c.d.n. (prawa do całości tekstu powyżej zastrzeżone)
Sł. T. Mączyński
