piątek, 1 grudnia 2017

Tyś mi...

Dzień ten w sercu zapisuję wielkimi zgłoskami - to, dzień kiedy przylgnęliśmy do siebie soczyście wargami. Dzień ten zapisuję wielkimi zgłoskami - bo, nie ulegamy lekkomyślnie pokusie, jaka krąży nad nami. Czekać będę cierpliwie na chwilę, kiedy oddam ci serce w całości - pozostanę ci wierny ma pani - chociaż, będę tylko twym rycerzem w twej królewskiej dostojności. Blisko będę przy tobie - gdy, mnie wezwiesz skinieniem palca, dłoni gestem - jedna chwila i jestem. Będę cię rozpieszczał słowami, pocałunkami - będę twym ukojeniem - kiedy zapragniesz - twoim spełnieniem. Nie zamierzam opuszczać cię w mej służbie wcale - będę dumnie kroczył przy twym majestacie - wytrwale. Tyś mi boginią i weną - tyś mi snów na jawie spełnieniem. Zrodziła cię potrzeba i utrwaliła chwila. Trwaj mi ukochana bez końca - bądź w tym wszystkim spokojna, bezpieczna i zawsze szczęśliwa. Takiej cię pragnę - taką pozostań - twe życie dla mnie świętością - w wodzie święconej się skryję - a gdy się wodą obmyjesz - ja, będę radował się całą tobą - będę cię pieścił czułością - będę cię obmywał - miłością.

Sł. T. Mączyński







wtorek, 10 października 2017

Różańcem oplecione granice


Różańcem oplecione granice - ostoję wiary - polskie jesienne wieczornice.
W różańcu spowite słupy graniczne - jak, kołacze pszeniczne - wieczyste.
Między stacjami różańcowymi - mosty i przejścia graniczne doczesnych bożnice.
Podnosząc się do polskich służb porządkowych - dziewicy oblubienice wiary majętnice.
Nienarodzonych nadzorcy i przemian pokoleniowych pokutnicy - w unii traktowani, jak dzicy.
Mój naród polski Matce Boskiej - służebnicy - na kolanach pokutnicy - w paciorkach męczennicy.
Prości ludzie stojący z różami uczestników na każdej rogatce  - weselnicy oblubienicy.
Wyzwolenia wiarą w Boga w Trójcy jedynego zwolennicy - ustawieni w szpaler przeciwnicy.
Dłoń w dłoń podaną serdeczność - dzielą się tą wielką polską katolicką radością.
Tylko popatrzcie kochani - jak jesteśmy w różańca modlitwie wychowani - pojednani.

Sł. T. Mączyński


10.10.2017



niedziela, 8 października 2017

Duszyczka


Duszyczka

Krzyczała dusza z radości - tyle na Ziemi wspaniałości, tyle możliwości. Malutka duszyczka między opętanymi demonami z metalowymi szczypcami. Duszyczka w ciele, jak ziarenko fasoli - a już wie, jak życie boli - jak, nie wiele zależy od poczętego człowieka - kiedy, legislacja przed nim czeka. Duszyczka spoglądała już na świat oczami pod zamkniętymi powiekami - wyobrażała sobie, jak cudownie będzie na świecie - ile, to troski dołożą rodzice z tej chwili beztroski uniesienia nie do zapomnienia. Ciało siły nabierało - życiem eksplodowało. Nic nie było w stanie zahamować tej duszyczki radości - owocu zauroczenia - często miłości. - Jakaż bywa wiosna radosna, jakie bywają radosne wakacje i świąteczne wariacje. - Szkoda, że ciało się nie narodziło - komu to przeszkodziło?

Sł. T. Mączyński

2017.03.23





Krzyż życia



Krzyż na ramiona wziąłem. Krok po kroku stąpałem. 
Ludzie patrzyli - słowom mym nie wierzyli. 
Pod krzyżem się uginałem, wiele razy upadałem 
- ale, zawsze powstawałem, gdy tylko sił nabierałem. 
Krzyż na barkach dźwigałem w samotności wśród ludzkości 
- aż, białogłowa podbiegła - dłonie mi ucałowała, 
chustę łzami zrosiła - na twarz mi położyła. 
- Jakże, mi jej gest serce uleczył 
- mimo, że lud dookoła to serce kaleczył. 
- Krzyż dźwigałem, podnosiłem się,
gdy upadałem ciałem - duchem trwałem. 
- Ludzie pluli na mnie i szydzili 
a wśród nich byli zacni i spolegliwi. 
Pluli i kamieniami rzucali - tacy, 
co to mamony nie szczędzą na tacy. 
- Koronę cierniową na głowę w pogardzie mi na skroniach osadzili 
- tacy byli nadgorliwi ci ludzie pozornie uczciwi. 
- Droga dłużyła się pod stopami 
- a ja szedłem między wami opluwany, 
poniżany i osamotniony. 
- Ale, ona do mnie podbiegała, czoło chustą łzami roszoną 
- wycierała, w oczy mi spoglądała, miłością otaczała. 
- Oprawcy się radowali, pod górę iść nakazali, 
cierpienie mi urozmaicali. 
Brakowało mi chwilami siły, dopadało mnie zwątpienie 
- ale cel był jeden - pokonać miłością upokorzenie. 
- Gdy, widzieli mnie podnoszącego się 
- moi oprawcy - pianę toczyli szubrawcy. 
A białogłowa pod stopy mi płatki kwiatów rzucała, 
aby, stopa za stopą idąc ulgę choć maleńką miała. 
- Podbiegali fałszywi przyjaciele, jakże w życiu ich wiele 
- prosili o przebaczenie wszystkiego złego 
- ale, co mi po nich - niech sami poczują, 
jak łzy pod koroną cierniową smakują. 
- Spoglądam na ciebie białogłowo sercem umiłowana 
- każda twoja łza wylana na chustę, 
którą mi twarz obmywając - ukojenie dawałaś 
- będzie w perły zmieniana aż do żywota wyczerpania. 
- Więc, popatrz mi w oczy i weź moje dłonie w swoje dłonie 
- miej odtąd w sercu ogień, który wiecznie miłością płonie. 
- A wy, patrzcie się na ludzi i dostrzegajcie tego, 
który może o nic nie woła - ale, to on wam
w ostatniej godzinie żywota waszego - pamięć przywoła. 
- Nie przejdźcie obok ciała, które milczy w pokorze 
a jego dusza ludzka o pomoc woła - Boże.



2017.04.02
Sł. T Mączyński