Laptop wyłączyłem dokładnie pół godziny po północy. - Noc i cisza sprawiały, że pracując nad projektem osiedla domków dla pracowników sezonowych pracujących przy budowie Centrum Odwzorowywania Obiektów Ziemskich w Kosmosie - zatraciłem poczucie czasu. Zmęczenie upominało mnie dosadnie, abym przerwał pracę. - Zrezygnowałem z prysznica, który tylko by mnie rozbudził.
Potrzebowałem snu, jak niczego innego w tej chwili. - Położyłem się w "opakowaniu" i nie wiem, kiedy zamknęły mi się oczy. Nim odpłynąłem na dobre - uruchomiłem bezpieczny zawór fantazji, w której pierwsza pojawiła się Julia w koronkowej bieliźnie.
- Nie wiem, ile spałem twardym, niedźwiedzim snem - na pewno kilka godzin. W świadomości mam to, że przekręcałem się z boku na bok - budzący się dzień przebijał się szczelinami między zasłonami, co zapewne drażniło zamknięte oczy, które mózg utrzymywał w pogotowiu na wszelki wypadek. - Oczywiście, wszelkich wypadków nie było nigdy - ale, budzik potrafił sprawić, że szok jaki wywoływało otwarcie powiek docierał - aż, do czubków palców u nóg - a przecież byłem w pozycji leżącej.
Nie otwierałem oczu będąc w przekonaniu, że sen to jawa - a jawa, to sen.
Błądziłem pod parasolem pół-mroczności - jaka, do prawie dziewiątej zawsze wypełniała moją sypialnię.
- Kiedyś, o tej porze Julia krzątała się po domu. - Jeżeli, spaliśmy grzecznie - to wystarczyło, że zrobiła makijaż i zabierała się do robienia śniadania. - W sumie nie wiem dlaczego - to ona, a nie ja - lecz tak było zawsze, gdy byliśmy ze sobą.
Powracanie pamięcią do przeszłości aromatyzowało tylko moją próżność. Nie będzie kawy, śniadania, chrupiących bułeczek i gazety na stole - jeżeli, sam tego sobie nie przygotuję.
Udawałem więc, że kołdra nie jest jeszcze na tyle ciężka, żebym ją zrzucał z siebie. Dłonie szukały jednak telefonu, który gdzieś leżał - tylko, nigdy nie wiedziałem - gdzie, go położyłem przed zaśnięciem.
Otwierałem oczy - najpierw zawsze prawe, aby lewa półkula mózgu ogarnęła logicznie rzeczywistość. Prawe oko pozwalało mi na ocenę fikcji, będącej sen - względem rzeczywistości jaką musiałem pokonać stwierdzając, że śpię we wczorajszym ubraniu.
Wszystko przypominało mi moją sytuację porzuconego przez kolegów i przyjaciół zmarkotniałego inwalidy na rencie socjalnej. Ohydna prawda.
Wstałem. Nie było innego wyjścia, jak rano rozebrać się do naga i pójść pod prysznic - co, czyniłem leniwie ale zarazem z radością - przecież to nowy dzień, nowe wyzwania i nowe możliwości realizacji tego, co jeszcze wczoraj wydawało się bardziej odległe.
Zimna woda uczyniła jak zawsze cud rozbudzenia. - Będąc jeszcze nastolatkiem polubiłem zimny prysznic - nim na dobre zaczynałem dzień.
Otwierałem oczy - najpierw zawsze prawe, aby lewa półkula mózgu ogarnęła logicznie rzeczywistość. Prawe oko pozwalało mi na ocenę fikcji, będącej sen - względem rzeczywistości jaką musiałem pokonać stwierdzając, że śpię we wczorajszym ubraniu.
Wszystko przypominało mi moją sytuację porzuconego przez kolegów i przyjaciół zmarkotniałego inwalidy na rencie socjalnej. Ohydna prawda.
Wstałem. Nie było innego wyjścia, jak rano rozebrać się do naga i pójść pod prysznic - co, czyniłem leniwie ale zarazem z radością - przecież to nowy dzień, nowe wyzwania i nowe możliwości realizacji tego, co jeszcze wczoraj wydawało się bardziej odległe.
Zimna woda uczyniła jak zawsze cud rozbudzenia. - Będąc jeszcze nastolatkiem polubiłem zimny prysznic - nim na dobre zaczynałem dzień.
Woda - najbliższa człowiekowi ciecz - sprawiała, że nabierałem lekkości a myśli skupiały się na sprawach ważnych.
W radiu Chris Rea pobudzał do rozmyślania przy kawie. W sam raz muzyka i piosenki komponowały się do mojego nastroju. Trzeba było przecież zabrać się do pracy - a gdzieś w głowie tliły się jeszcze wspomnienia. - Omlet ze śmietanką, kakao - kiedyś, tak zaczynałem dzień, dzisiaj zupełnie inaczej. Człowiek, to jednak istota zmienna w przyzwyczajenia.
"Pokój samotnika" - kto, daje takie tytuły w prasie? Przeglądając poranne wiadomości w internetowej prasówce - można dostać olśnienia - wierząc, że piszący dziennikarze - to, lemowscy terminatorzy. - Właśnie. Przecież nie otworzyłem jeszcze skrzynki pocztowej, gdzie zapewne setki wiadomości nie mających żadnego powiązania ze mną i moim życiem, trochę spamu i być może znajdzie się jakaś perełka od kogoś sympatycznego - chociaż, tych perełek jakby mniej od dość dawna.
(fragment)
c.d.n.
* zastrzeżona nazwa: Centrum Odwzorowywania Obiektów Ziemskich w Kosmosie
W radiu Chris Rea pobudzał do rozmyślania przy kawie. W sam raz muzyka i piosenki komponowały się do mojego nastroju. Trzeba było przecież zabrać się do pracy - a gdzieś w głowie tliły się jeszcze wspomnienia. - Omlet ze śmietanką, kakao - kiedyś, tak zaczynałem dzień, dzisiaj zupełnie inaczej. Człowiek, to jednak istota zmienna w przyzwyczajenia.
"Pokój samotnika" - kto, daje takie tytuły w prasie? Przeglądając poranne wiadomości w internetowej prasówce - można dostać olśnienia - wierząc, że piszący dziennikarze - to, lemowscy terminatorzy. - Właśnie. Przecież nie otworzyłem jeszcze skrzynki pocztowej, gdzie zapewne setki wiadomości nie mających żadnego powiązania ze mną i moim życiem, trochę spamu i być może znajdzie się jakaś perełka od kogoś sympatycznego - chociaż, tych perełek jakby mniej od dość dawna.
(fragment)
c.d.n.
* zastrzeżona nazwa: Centrum Odwzorowywania Obiektów Ziemskich w Kosmosie
Sł. T. Mączyński
