Blog pisany życiem, przemijaniem, trwaniem, pisaniem o: tęsknotach, przyjaźni, prawdzie, poezji i prozie życia.
czwartek, 26 listopada 2015
poniedziałek, 23 listopada 2015
W życiu można ...
" -W życiu można być tylko sobą - nie opłaca się udawać - nikogo. -W życiu trzeba iść własnymi drogami - tylko tak doświadczamy wszystkiego sami. - W życiu są góry i doliny - jednak zawsze do tych równin zielonych tęsknimy. - W życiu patrzeć trzeba na drugiego człowieka, aby dostrzec, że jego życie też przez palce przecieka. - W życiu można i nie zawsze trzeba - ale, kiedy jest taka życia potrzeba - to, czasem trzeba wybrać to, co jest najważniejsze - nie ważne na jak długo i czy, trafi się kiedyś jeszcze. - W życiu nie można tylko cierpieć i szlochać - warto czasem naprawdę się zakochać."
Sł. T Mączyński
poniedziałek, 19 października 2015
czwartek, 13 sierpnia 2015
Grzeczność i Ciekawość
"Grzeczność usiadła obok Ciekawości. Ławka dość wąska, dość krótka - ale, wystarczająca. Od słowa do słowa zagadywała Grzeczność do Ciekawości. Zachwyty, zdumienia i rozwiązłości. - Ileż, można wymienić zdań, gdy Ciekawość przygląda się Grzeczności, gdy ławkę okala park naiwności. - Grzeczność szykowała się już do odejścia, gdy Ciekawość zapytała, gdzie Grzeczność właściwie mieszka? - Grzeczność spojrzała na Ciekawość łaskawym okiem. - Mieszkam tutaj za rogiem, za tamtym dużym blokiem. - Wstała Ciekawość wzięła Grzeczność pod rękę - poszli razem do Grzeczności - by, Ciekawość już nie pytała - ale wiedziała, że Grzeczność nie jest samolubna i potrafi zaspokoić Ciekawość - upoić ją zacnym widokiem wszelakości."
STM (prawa do tekstu zastrzeżone)
środa, 12 sierpnia 2015
wtorek, 14 lipca 2015
sobota, 27 czerwca 2015
poniedziałek, 15 czerwca 2015
poniedziałek, 18 maja 2015
Centrum Odwzorowywania
Laptop wyłączyłem dokładnie pół godziny po północy. - Noc i cisza sprawiały, że pracując nad projektem osiedla domków dla pracowników sezonowych pracujących przy budowie Centrum Odwzorowywania Obiektów Ziemskich w Kosmosie - zatraciłem poczucie czasu. Zmęczenie upominało mnie dosadnie, abym przerwał pracę. - Zrezygnowałem z prysznica, który tylko by mnie rozbudził.
Potrzebowałem snu, jak niczego innego w tej chwili. - Położyłem się w "opakowaniu" i nie wiem, kiedy zamknęły mi się oczy. Nim odpłynąłem na dobre - uruchomiłem bezpieczny zawór fantazji, w której pierwsza pojawiła się Julia w koronkowej bieliźnie.
- Nie wiem, ile spałem twardym, niedźwiedzim snem - na pewno kilka godzin. W świadomości mam to, że przekręcałem się z boku na bok - budzący się dzień przebijał się szczelinami między zasłonami, co zapewne drażniło zamknięte oczy, które mózg utrzymywał w pogotowiu na wszelki wypadek. - Oczywiście, wszelkich wypadków nie było nigdy - ale, budzik potrafił sprawić, że szok jaki wywoływało otwarcie powiek docierał - aż, do czubków palców u nóg - a przecież byłem w pozycji leżącej.
Nie otwierałem oczu będąc w przekonaniu, że sen to jawa - a jawa, to sen.
Błądziłem pod parasolem pół-mroczności - jaka, do prawie dziewiątej zawsze wypełniała moją sypialnię.
- Kiedyś, o tej porze Julia krzątała się po domu. - Jeżeli, spaliśmy grzecznie - to wystarczyło, że zrobiła makijaż i zabierała się do robienia śniadania. - W sumie nie wiem dlaczego - to ona, a nie ja - lecz tak było zawsze, gdy byliśmy ze sobą.
Powracanie pamięcią do przeszłości aromatyzowało tylko moją próżność. Nie będzie kawy, śniadania, chrupiących bułeczek i gazety na stole - jeżeli, sam tego sobie nie przygotuję.
Udawałem więc, że kołdra nie jest jeszcze na tyle ciężka, żebym ją zrzucał z siebie. Dłonie szukały jednak telefonu, który gdzieś leżał - tylko, nigdy nie wiedziałem - gdzie, go położyłem przed zaśnięciem.
Otwierałem oczy - najpierw zawsze prawe, aby lewa półkula mózgu ogarnęła logicznie rzeczywistość. Prawe oko pozwalało mi na ocenę fikcji, będącej sen - względem rzeczywistości jaką musiałem pokonać stwierdzając, że śpię we wczorajszym ubraniu.
Wszystko przypominało mi moją sytuację porzuconego przez kolegów i przyjaciół zmarkotniałego inwalidy na rencie socjalnej. Ohydna prawda.
Wstałem. Nie było innego wyjścia, jak rano rozebrać się do naga i pójść pod prysznic - co, czyniłem leniwie ale zarazem z radością - przecież to nowy dzień, nowe wyzwania i nowe możliwości realizacji tego, co jeszcze wczoraj wydawało się bardziej odległe.
Zimna woda uczyniła jak zawsze cud rozbudzenia. - Będąc jeszcze nastolatkiem polubiłem zimny prysznic - nim na dobre zaczynałem dzień.
Otwierałem oczy - najpierw zawsze prawe, aby lewa półkula mózgu ogarnęła logicznie rzeczywistość. Prawe oko pozwalało mi na ocenę fikcji, będącej sen - względem rzeczywistości jaką musiałem pokonać stwierdzając, że śpię we wczorajszym ubraniu.
Wszystko przypominało mi moją sytuację porzuconego przez kolegów i przyjaciół zmarkotniałego inwalidy na rencie socjalnej. Ohydna prawda.
Wstałem. Nie było innego wyjścia, jak rano rozebrać się do naga i pójść pod prysznic - co, czyniłem leniwie ale zarazem z radością - przecież to nowy dzień, nowe wyzwania i nowe możliwości realizacji tego, co jeszcze wczoraj wydawało się bardziej odległe.
Zimna woda uczyniła jak zawsze cud rozbudzenia. - Będąc jeszcze nastolatkiem polubiłem zimny prysznic - nim na dobre zaczynałem dzień.
Woda - najbliższa człowiekowi ciecz - sprawiała, że nabierałem lekkości a myśli skupiały się na sprawach ważnych.
W radiu Chris Rea pobudzał do rozmyślania przy kawie. W sam raz muzyka i piosenki komponowały się do mojego nastroju. Trzeba było przecież zabrać się do pracy - a gdzieś w głowie tliły się jeszcze wspomnienia. - Omlet ze śmietanką, kakao - kiedyś, tak zaczynałem dzień, dzisiaj zupełnie inaczej. Człowiek, to jednak istota zmienna w przyzwyczajenia.
"Pokój samotnika" - kto, daje takie tytuły w prasie? Przeglądając poranne wiadomości w internetowej prasówce - można dostać olśnienia - wierząc, że piszący dziennikarze - to, lemowscy terminatorzy. - Właśnie. Przecież nie otworzyłem jeszcze skrzynki pocztowej, gdzie zapewne setki wiadomości nie mających żadnego powiązania ze mną i moim życiem, trochę spamu i być może znajdzie się jakaś perełka od kogoś sympatycznego - chociaż, tych perełek jakby mniej od dość dawna.
(fragment)
c.d.n.
* zastrzeżona nazwa: Centrum Odwzorowywania Obiektów Ziemskich w Kosmosie
W radiu Chris Rea pobudzał do rozmyślania przy kawie. W sam raz muzyka i piosenki komponowały się do mojego nastroju. Trzeba było przecież zabrać się do pracy - a gdzieś w głowie tliły się jeszcze wspomnienia. - Omlet ze śmietanką, kakao - kiedyś, tak zaczynałem dzień, dzisiaj zupełnie inaczej. Człowiek, to jednak istota zmienna w przyzwyczajenia.
"Pokój samotnika" - kto, daje takie tytuły w prasie? Przeglądając poranne wiadomości w internetowej prasówce - można dostać olśnienia - wierząc, że piszący dziennikarze - to, lemowscy terminatorzy. - Właśnie. Przecież nie otworzyłem jeszcze skrzynki pocztowej, gdzie zapewne setki wiadomości nie mających żadnego powiązania ze mną i moim życiem, trochę spamu i być może znajdzie się jakaś perełka od kogoś sympatycznego - chociaż, tych perełek jakby mniej od dość dawna.
(fragment)
c.d.n.
* zastrzeżona nazwa: Centrum Odwzorowywania Obiektów Ziemskich w Kosmosie
Sł. T. Mączyński
poniedziałek, 20 kwietnia 2015
Będę szukał czasu
"Będę szukał czasu, który jeszcze pozostał we dwoje. Będę kąpał oczy w rosole. Będę czuwał nad snami twoimi, aby czułością się cieszyły. Będę wydeptywał ścieżki dla ciebie, żebyś gołymi stopami po trawie chodziła jak po chmurach na niebie. Będę czekał na ciebie, gdy wyjdziesz - kiedy powrócisz. Będę siadał przy tobie, gdy oczy zasmucisz. Będę żył z tobą - dla ciebie - bo, gdzie mi będzie lepiej, niż w szczęściu życia dla ciebie i siebie. Będę zapominał kluczy, aby móc wracać po nie - aby, tylko dotknąć twoje dłonie. Będę dzwonił - abyś wiedziała, że żyję dla ciebie. Będę sadził drzewka, roślinki w ogrodzie - aby, cieszyły oczy twoje, gdy między nimi usiądziesz na trawie zielonej. Będę ogień rozpalał w kominku, abyśmy mogli wieczory spędzać przy czerwonym winku. Będę znikał, jak kamfora - gdy, serce mi podpowie, że chcesz pobyć sama, gdy jest ku temu pora. Będę lasy otwierał kluczem do drzwi lasu, abyśmy zbierali jagody jałowca do zimowych zapasów. Będę zbierał nuty dla ciebie, abyś nuciła je sobie, gdy mnie nie ma przy tobie. Będę to wszystko robił dla ciebie - chociaż, mnie nie ma i nie ma ciebie."
"Po marzeniach przychodzi czas na szczerość, a po szczerości na prawdę - która, nie zawsze potrafi przetrwać każdą nadzieję."
Sł T. Mączyński
środa, 1 kwietnia 2015
Parasol dla ciebie
Parasol
dla ciebie
"Parasol
zrobiłem dla ciebie, będzie cię chronił przed deszczem i słońcem
pod tym wielkim niebem. Parasol zrobiłem dla ciebie – z mgieł o
poranku zbieranych – słońca promieniami dzierganych. - Parasol
mam dla ciebie – tak siedzę przed domem i myślę, kiedy wrócisz
i czy sucha będziesz - czy, też od żaru zmęczona. Parasol trzymam dla
ciebie – bo, się nudziłem czekając w ogrodzie, gdzie pajęczyn
nazbierałem na parasola odzienie. W tym parasolu jest moje serce,
moje dłonie, moje myśli o tobie – bo, robiąc ten parasol
wierzyłem, że niespodziankę ci zrobię."
Sł. T. Mączyński
środa, 11 marca 2015
Samotność rajem jest miłości
"Gdy, kocham ciebie...
kryję się w tobie.
Gdy, kocham ciebie...
wszystkich innych się boję.
Gdy, kocham ciebie...
Nie potrzebuję parasola cienia.
- Miłość jest piękna...
Gdy, wszystko odmienia. "
"Samotność jest rajem dla miłości. - Nigdy nie wiadomo, kiedy anioł w samotności miłości zagości"
Sł. T. Mączyński
Zanim zgasnę
"Nie szukaj we mnie wiatru, nie szukaj we mnie ognia i wody. Nie szukaj we mnie ciszy przelotnej przygody. Nie szukaj we mnie winy i kary - nie zawsze spełniają się dobre zamiary. Nie szukaj we mnie ostoi spokoju ani burzy niepokoju. Nie szukaj we mnie przeszłości ani przyszłości - już dość mam samej teraźniejszości. Nie szukaj we mnie prawdy i sprzeczności trwogi. Schodziłem już swoje drogi, schodziłem pieszo ulice proste i kręte - życie nie zawsze bywa nieugięte. Nie patrz na mnie, jak patrzy się w lustra swojego odbicia. - Czym jest proza życia? - Nie łap mnie za słowa - stara już moja głowa. Gdy widzisz, że gasnę - weź moje dłonie w swoje dłonie - zanim zgasnę."
Sł. T. Mączyński
środa, 25 lutego 2015
Spoglądam na świat przez kawę
"Spoglądam na świat przez kawę - oczyma współczesności. Zaglądam wszędzie tam, gdzie oczy poniosą. Nie oglądam zachodów słońca - aby, móc podziwiać jego wschody. Staję przed wschodem - aby, nie ganiać za słońcem. Uzbrajam się w cierpliwość popijając poranną kawę. Wpatrując się w dal - przenikam myślami odległości, które dzielą mnie od myśli biegnących w moją stronę. Zbieram wzrokiem wszystko, co on ogarnie. Wszystko jest przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. - Gdy, witam dzień - nim on nastanie - czuję tę moc przemiany przeszłości w przyszłość rodzącej się w odwiecznej walce ciemności z jasnością. - Nie przeszkadza mi noc, ani mrok. W nich odnajduję swoje drugie wcielenie. Nie lękając się - brnę w zakamarki tych ciemności. Wnikam w świat jasności z drugiej strony lustrzanego odbicia. Przenikam niebezpiecznie dotykając granicy ulotności. Słońce wzejdzie, lub nie ujrzę go przez dzień cały - chmury mi jeno pozostały. W chmurach odnajduję też swoje spojrzenia - wszak, każda chmura inna i ciągle się zmienia. Kawa skończona, myśli pozbierałem - do dnia dojrzałem."
Sł. T. Mączyński
niedziela, 22 lutego 2015
W nadziei są...
*
***
- Czym są myśli o tobie, gdy ty tam sobie a ja tutaj sobie?
- Czym są dni, które mijają - gdy, nie łączą, nie spinają?
Czym są noce samotne, gdy poduszki od myśli gorące?
Czym jest kawa o poranku, gdy dna nie widać w dzbanku?
Czym jest prawda o tobie, o mnie, gdy - wystarczy zapomnieć?
Czym są konwalie majowe w ogrodzie, gdy - nie ma ogrodu?
Czym jest wiara i niewiara, gdy - wszystko jest nadzieją?
Czym jest szukanie odpowiedzi, gdy - pytania rodzą pytania?
Czym jest więc nadzieja?"
***
*
Sł. T. Mączyński
sobota, 21 lutego 2015
Popatrz - to, już południe
"Chciałbym cię dotknąć - nim otworzysz oczy, chciałbym tchnąć wiarę - nim ze snów swoich wyskoczysz. Chciałbym ci powiedzieć, że nic nie jest trudne. Chciałbym rozjaśnić niebo pochmurne. Chciałbym opowiadać ci o życiu wśród ludzi bez ludzi. Chciałbym, aby życie nie było wciąż nudne. Chciałbym zarzucić ci na szyję ramiona, żebyś nie zniknęła, jak znika mgła majowa. Chciałbym dotrzymywać ci kroku - nawet idąc tylko z boku. Chciałbym rwać życia jagody w czarnym lesie przed południem - zrobiłabyś pierogi popołudniu - bo wiesz, że je lubię. Chciałbym robić wiele rzeczy - nim czasu zabraknie na drobne kłótnie. - Popatrz - to, już południe."
Sł. T. Mączyński
wtorek, 10 lutego 2015
czwartek, 22 stycznia 2015
Subskrybuj:
Posty (Atom)















