wtorek, 19 maja 2026

Spacery uprawiałem po zachmurzonym niebie


Tej nocy oka nie zmróżyłem, tylko przy tobie dróżbiłem. Spacery uprawiałem po zachmurzonym niebie, stąpając cichutko, abyś spała dla siebie. Latarnik księżyc przebijał się przez ciężkie chmury, świat wydawał się szarobury. Wiatr gdzieś powiał, nie zostawiając śladu na żadnym drzewie. Iść mi trzeba było do ciebie kochana, może bym doszedł do rana. A tak, ja sam i ty sama. Widzisz, jak myśli się nam splatają, jak się unoszą, o bliskość proszą. W dłoniach trzymamy trwogę i błogość, jak talizmany. Twój los i mój - kanwą i osnową jest tkany. Słyszysz, jak dzieciarnia drze się wniebogłosy, aż na głowie jeżą się włosy. Wstanę pierwszy, kawę uwarzę i popatrzę na ciebie kochana. Kto wie, ileż nam poranków pozostało razem witanych po nocach nie przespanych, chociaż razem przeleżanych. Masz ciepłe dłonie, moje chłodne niech ogrzeję na twym łonie. Już mi lepiej, już bierze mnie drzemka. Chociaż gdzieś w głowie majaczy nadal chętka. 


Sł. T. Mączyński

poniedziałek, 18 maja 2026

Miłości myśli rozbrajające


Rozprzestrzeniły się marzenia - ot, tak - jakoś bez zamierzenia. Fantazje, jakieś urojenia. A życie jest twarde i nie zapominające - wymagające. To, co jesień zrodziła, zima schłodziła - wiosna rozbudziła, kwiatami ubarwiła. - Nikt nie mógł przewidzieć, że serce zapłonie, że rozum eksploduje planami nie do zrealizowania, że cierpliwości nie starczy, że czasu zabraknie na wszelakości. A tu maj - łąki bujnie kwitnące, są już ptaki powracające, na łąkach bociany spacerujące, konwalie, jaśminowce i jabłonie kwitnące. Górale wyprowadzili już dawno na hale swe owce. - Widać nawet lato się zbliżające. Po co komu - te miłości myśli rozbrajające - skoro są metody mniej zniewalające. - Trzeba iść swoimi ścieżkami - może spotkać czasami - skoro ziarenko zakiełkowało między nami. - A teraz mgły się osadziły nad łąką - owady ucichły i ptaków nie słychać - majowe natury zwyczaje - wiosna do lata się udaje.


Sł. T. Mączyński