Krzyż na ramiona wziąłem. Krok po kroku stąpałem.
Ludzie patrzyli - słowom mym nie wierzyli.
Pod krzyżem się uginałem, wiele razy upadałem
- ale, zawsze powstawałem, gdy tylko sił nabierałem.
Krzyż na barkach dźwigałem w samotności wśród ludzkości
- aż, białogłowa podbiegła - dłonie mi ucałowała,
chustę łzami zrosiła - na twarz mi położyła.
- Jakże, mi jej gest serce uleczył
- mimo, że lud dookoła to serce kaleczył.
- Krzyż dźwigałem, podnosiłem się,
gdy upadałem ciałem - duchem trwałem.
- Ludzie pluli na mnie i szydzili
a wśród nich byli zacni i spolegliwi.
Pluli i kamieniami rzucali - tacy,
co to mamony nie szczędzą na tacy.
- Koronę cierniową na głowę w pogardzie mi na skroniach osadzili
- tacy byli nadgorliwi ci ludzie pozornie uczciwi.
- Droga dłużyła się pod stopami
- a ja szedłem między wami opluwany,
poniżany i osamotniony.
- Ale, ona do mnie podbiegała, czoło chustą łzami roszoną
- wycierała, w oczy mi spoglądała, miłością otaczała.
- Oprawcy się radowali, pod górę iść nakazali,
cierpienie mi urozmaicali.
Brakowało mi chwilami siły, dopadało mnie zwątpienie
- ale cel był jeden - pokonać miłością upokorzenie.
- Gdy, widzieli mnie podnoszącego się
- moi oprawcy - pianę toczyli szubrawcy.
A białogłowa pod stopy mi płatki kwiatów rzucała,
aby, stopa za stopą idąc ulgę choć maleńką miała.
- Podbiegali fałszywi przyjaciele, jakże w życiu ich wiele
- prosili o przebaczenie wszystkiego złego
- ale, co mi po nich - niech sami poczują,
jak łzy pod koroną cierniową smakują.
- Spoglądam na ciebie białogłowo sercem umiłowana
- każda twoja łza wylana na chustę,
którą mi twarz obmywając - ukojenie dawałaś
- będzie w perły zmieniana aż do żywota wyczerpania.
- Więc, popatrz mi w oczy i weź moje dłonie w swoje dłonie
- miej odtąd w sercu ogień, który wiecznie miłością płonie.
- A wy, patrzcie się na ludzi i dostrzegajcie tego,
który może o nic nie woła - ale, to on wam
w ostatniej godzinie żywota waszego - pamięć przywoła.
- Nie przejdźcie obok ciała, które milczy w pokorze
a jego dusza ludzka o pomoc woła - Boże.
2017.04.02
Sł. T Mączyński
