Jurij przyleciał do Polski prosto z Kaliningradu awionetką wyczarterowaną w firmie jego brata. Mimo polskiego obywatelstwa, które otrzymał wkrótce po ukończeniu studiów na Uniwersytecie Wrocławskim (Wydział Biotechnologii) - często borykał się z polskimi służbami imigracyjnymi, które żądały od niego jakby zawsze więcej czynności formalnych po każdym dłuższym pobycie poza Polską. Obywatelstwo polskie dawało mu furtkę na całą Unię Europejską - ale, obywatelstwo rosyjskie ograniczało swobodę ruchu nie tylko po Polsce. Wnuk powstańca Powstania Warszawskiego - którego, losy wojenne pognały w poniewierce na tereny ówczesnego Związku Socjalistycznych Republik Radzickich, gdzie przez przypadek poznał wielu innych mu podobnych losem.
Jurij był inny - wracał do Polski z misją, której cel skrzętnie ukrywał przez każdym i wszędzie. Trudno było nawet w przyjaźni odnaleźć w nim powody takich nagłych podróży. Po kilku latach milczenia - potrafił nagle zadzwonić - często zadawałem sobie pytanie - skąd potrafi wyszukiwać numery telefonów osób, na których mu jeszcze zależało, gdy tylko zapałał miłością do stron ojczystych dziadka. Nic nie wskazywało jednak, żeby była to miłość do kraju - raczej czuł się w Polsce wolny intelektualnie mogąc mówić to, co lubił lub jadać z tymi, których lubił. - Nikt jednak nigdy nie widział polskiego paszportu Jurija. O tym, że zostało nadane mu polskie obywatelstwo przez prezydenta RP wiedzieliśmy wszyscy. Co, robił po powrocie na teren Rosji - też nie bardzo mieliśmy pojęcie. Oficjalnie zajmował się pracą nad doskonaleniem wpływu nawozów azotowych na wzrost plonów rolnych w krajach ubogich w zasoby wód gruntowych. - Dziwnie się z nim rozmawiało o jego pracy zawodowej.
Dlatego, najczęściej powroty Jurija do Polski były przeplatane biesiadami zakrapianymi wódką i wszelakimi dobrodziejstwami polskiej kuchni adekwatnej do schłodzonego trunku.
Siedziałem w samochodzie około kwadrans - nim dostrzegłem Jurija opuszczającego kancelarię adwokacką pani mecenas Kamieniowskiej, która od kilku lat pomagała moim znajomym rozwiązywać wszelkie problemy prawne, z jakimi przyszło im się borykać. Nie wiem kiedy akurat w tej kancelarii pierwszy raz zaczęliśmy tworzyć własne wizje działań gospodarczych - ale wiem, że od początku spotkaliśmy się z profesjonalizmem, o jakim mogliśmy pomarzyć za przystępną cenę usług objętych rzeczywistą poufnością relacji. - Zaufanie, to podstawa życia mojego i Jurija, który nim pojął wiele zasad biotechnologii - to, otrzymał nauczkę od życia straciwszy prawe oko w bójce o wyższość poglądów względem lojalności.
Jurij miał zadzwonić wraz z podjęciem decyzji, gdzie pojedziemy w dalszej kolejności po tym, jak rozmówi się w kwestiach prawnych. Zauważyłem, że z niepokojem wsiadał do swojego mercedesa S class, który podstawiła mu firma "Autocash". - Miał do mnie dzwonić - więc czekałem z niepokojem. Stukaniem w kierownicę załatwiałem sobie przeważnie odrobinę odprężenia w chwilach napięcia. - Kiedy ruszył - ja odpaliłem silnik i ruszyłem za nim. - Dopiero, po minucie rozległ się dźwięk mojego telefonu - który sprawił, że otrzeźwiałem z letargu, jaki towarzyszył oczekiwaniu.
Jurij powiedział szybko: "Nie okazuj miłości, bo to może cię zabić" - i już wiedziałem, że został okradziony przez kobietę, której zaufał na tyle, żeby powierzyć jej prowadzenie firmy mającej na celu wdrożenie importu z Rosji do Polski na szeroką skalę technologii, której Jurij poświęcił ogromnie dużo życia. - Poprosił, żebym jechał za nim.
Korki miejskie, jakie zapanowały - sprawiły, że klimatyzacja ratowała mnie przed wyparowaniem z samochodu, który w samo południe przesuwał się w odległości kilkunastu pojazdów za samochodem przyjaciela.
Zauważyłem tylko, jak mercedes z Jurijem znika za chmurą dymu. - Huk był tak duży, że w pierwszej chwili nie umiałem się pozbierać z myślami. - Co się stało? - Mijały chwile. Blokada ruchu nastąpiła błyskawicznie. Otworzyłem drzwi - mdły zapach dopadł mój nos - usta zaczęły odczuwać kurz wnikający niemiłosiernie. - W pierwszym odruchu pomyślałem, że to bomba - bo, co innego? - Tylko, czy Jurij przejechał i gdzie jest? Telefon w drżącej dłoni. Cisza. Kilka razy próbowałem połączyć się - ale, nic. Słychać syreny - Policja, a za nią karetka przedzierające się przez zatłoczone pasy w kierunku zdarzenia, które nadal spowite pozostawało kurzem i dymem unoszącymi się na kilkanaście metrów.
Nie wiedziałem, co myśleć i co robić. - Chwile, sekundy - ciągnęły się w nieskończoność. - Po kilku minutach widać było już więcej - jakieś wraki doszczętnie płonące około czterystu metrów od miejsca, w którym zatrzymałem swój samochód. Palił się mercedes Jurija i jeszcze jakieś inne dwa samochody obok. Przeszyły mnie dreszcze.
Pogotowie pojawiło się chwilkę po tym, jak Policja zablokowała dojście do miejsca zdarzenia. Zamknąłem samochód i ruszyłem w stronę, gdzie już była spora grupka gapiów i policjantów. Krok za krokiem, a serce zaczynało przyśpieszać - w głowie powstawało tysiące myśli. Już na około dwieście metrów było widać - jak, na dłoni - że, jeden z samochodów - to strzępki złomu doszczętnie ogarnięte przez płomienie nieudolnie gaszone przez kilku policjantów gaśnicami podręcznymi. Dwa inne pojazdy były co prawda mocno zdeformowane, szyby powybijane - ale, nie płonęły. Mercedes Jurija stał - chociaż, nie przypominał tego samego samochodu, który jeszcze kilkanaście minut temu pędził pomiędzy innymi użytkownikami drogi. Odetchnąłem głęboko. Nerwowo sięgnąłem do kieszeni wyłuskując paczę z papierosami. Nie paliłem wiele, od czasu do czasu wspomagałem swój układ nerwowy dawką nikotyny. - Chmura dymu ogrzała moje skrzela, a mózg otrzymał sygnał pobudzenia. Policja nie dopuszczała zbyt blisko gapiów próbujących robić zdjęcia. - Zauważyłem tylko, że mercedes Jurija był pusty. Co, się stało? - Pomyślałem i sięgnąłem po telefon. Kilka sygnałów i nic. Jeszcze raz. Nic. Dwie karetki odjechały na sygnałach w przeciwnym kierunku do miejsca, w którym stałem. Pojawiły się dodatkowe siły policyjne. Można było usłyszeć informacje o wybuchu samochodu, który już nie płonął - ale, dym nadal się z niego unosił. Poinformowałem policjanta, że w jednym z samochodów jechał mój przyjaciel wskazując na mercedesa. - Odpowiedział krótko - zabrali kierowcę karetką.
Nie bacząc na okoliczności zacząłem myśleć, jak powiadomić kogoś bliskiego Jurija. Ale, tak dokładnie nie wiedziałem kogo - mimo, że znałem go bardzo długo - nigdy, nie rozmawialiśmy o jego rodzinie bliższej lub nawet dalszej. Pozostało oczekiwanie i próby dowiedzenia się - w jakim szpitalu został ulokowany Jurij oraz, w jakim jest stanie.
Powoli udało mi się obrócić samochód wśród wielu innych manewrujących podobnie - jak, ja w zamiarze odjechania. Wracałem do domu. Jeszcze nie wierzyłem rzeczywistości. Jak, to mogło się stać. Nagły wybuch samochodu, który prawdopodobnie został zniszczony celowo przez detonację materiałów wybuchowych i taki niespodziewany splot przypadku w chwili, kiedy Jurij znalazł się tak blisko tamtego pojazdu, którego identyfikować nie było sposób.
Prowadziłem od bardzo wielu lat - ale, pierwszy raz jechałem tak skoncentrowany na kierownicy. Ściskałem ją tak mocno, że czułem, jak robią mi się odciski. Pół godziny jazdy. Wrocław tętnił zwykłym rytmem życia. Tragedia, jaka rozegrała się kilka kilometrów od miejsca, które mijałem nie odegrała żadnego znaczenia w magistrali przypadków losowych, jakie każdej chwili dzieją się na ulicach całego miasta, a przecież całego świata także.
Zaparkowałem pomiędzy starymi samochodami - czasem myślałem sobie, że to ja mogę być ofiarą podobnego zamachu. Przecież wielu ludzi wiedziało, że prowadzę interesy w Rosji, a to dawało podejrzenie, że robię brudne pieniądze. Moja lancia delta integrale nie była samochodem reprezentacyjnym - ale, była niezawodna. Zresztą jadąc na raut zawsze korzystałem z oferty firmy taksówkarskiej oferującej usługi dla biznesu. Parking strzeżony - ale, pewności nigdy nie było, że wracając po samochód zastanie się go jeszcze tam, gdzie został postawiony. Wrocław zasłynął tym, że znikały samochody nie tylko z parkingów.
Ruszyłem do domu w pośpiechu. Mieszkałem w apartamentowcu, który był monitorowany całą dobę. Rodzice nie raz mi to wypowiadali, że zamiast we własnym domu - to, mieszkam tak, jak w mrowisku. Byli przeciwni takiemu rozwiązaniu. Ale, ja to lubiłem. Brak ogrodu rekompensowałem sobie zawsze wypadami na tereny zielone, gdy tylko miałem taką okazję - a nie stroniłem od okazji.
Nim wszedłem do klatki schodowej - ochroniarz zapytał: "- Słyszał pan o tym, co stało się dzisiaj na mieście?" - Wzruszyłem ramionami, jakbym wcale nie interesował się życiem miasta. - W mieszkaniu panował chłód - nie zamykałem bowiem okna wychodząc rano. Włączyłem telewizor wyszukując wiadomości lokalnych stacji telewizyjnych. Nie trwało długo - pojawił się w wiadomościach przedstawiciel Policji informując, że w wybuchu samochodu, który prawdopodobnie został zaminowany do detonacji drogą radiową zginął prezes spółki giełdowej, która znacząco wpływała na gospodarkę kraju. - Wśród potoku słów dowiedziałem się o trzech innych ofiarach zdarzenia - wśród których usłyszałem o Juriju. Reporter podsumowujący relację wyjaśnił, że poszkodowani z dwóch pozostałych pojazdów żyją - ale, są w stanie ciężkim jednak stabilnym. Ciarki przeszyły mi po plecach. Poczułem, jak na rękach stają mi włosy.
Drink "Godfather" - postawił mnie na nogi. Otrząsnąłem się. Amaretto - migdałami podnosiło we mnie pożądanie. Pozbierałem myśli, co robić, jak postąpiłby teraz Jurij, gdyby to mnie zabrało pogotowie - a on zostałby sam z niezałatwionymi sprawami? Trzeba jechać do szpitala - dowiedzieć się więcej. - Jednak zanim wyjdę - postanowiłem wziąć prysznic i zmienić ubranie.
Nagły dzwonek do drzwi wyrwał mnie z kąpieli. - Owinięty w ręcznik zarzuciłem tylko szlafrok. Uchyliłem drzwi z ogranicznikiem łańcuchowym. Padło pytanie o moje nazwisko z jednoczesnym gestem ukazującym mi legitymację służbową. - Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego - rzekł jeden z dwóch facetów stojących po drugiej stronie drzwi. - Czy, możemy wejść? Zmieszany otworzyłem drzwi i przeprosiłem - ale, chciałem się przebrać do rozmowy. Obaj przedstawili się z imienia i nazwiska. - Oczywiście poprosiłem o to, żeby zasiedli przy stole - a sam udałem się do garderoby. Żaden nie usiadł - wręcz przeciwnie - zauważyłem, że byli gotowi do czegoś więcej niż tylko rozmowa. Ale, nie ograniczając mi swobody - usłyszałem - proszę się oczywiście ubrać.
Wróciłem po pięciu minutach ubrany w garnitur. - Jeden z funkcjonariuszy zauważył głośno - szybki pan jest. - Uśmiechnąłem się tylko. Padło pytanie o Jurija.
Nie było z mojej strony podejrzeń, że mogę być w coś zamieszany. - Jedak, pytania były rzeczowe i trafiały w kwestie, które łączyły mnie w interesach z Jurijem.
c.d.n.
(fragment całości - prawa autorskie zastrzeżone)
Jurij powiedział szybko: "Nie okazuj miłości, bo to może cię zabić" - i już wiedziałem, że został okradziony przez kobietę, której zaufał na tyle, żeby powierzyć jej prowadzenie firmy mającej na celu wdrożenie importu z Rosji do Polski na szeroką skalę technologii, której Jurij poświęcił ogromnie dużo życia. - Poprosił, żebym jechał za nim.
Korki miejskie, jakie zapanowały - sprawiły, że klimatyzacja ratowała mnie przed wyparowaniem z samochodu, który w samo południe przesuwał się w odległości kilkunastu pojazdów za samochodem przyjaciela.
Zauważyłem tylko, jak mercedes z Jurijem znika za chmurą dymu. - Huk był tak duży, że w pierwszej chwili nie umiałem się pozbierać z myślami. - Co się stało? - Mijały chwile. Blokada ruchu nastąpiła błyskawicznie. Otworzyłem drzwi - mdły zapach dopadł mój nos - usta zaczęły odczuwać kurz wnikający niemiłosiernie. - W pierwszym odruchu pomyślałem, że to bomba - bo, co innego? - Tylko, czy Jurij przejechał i gdzie jest? Telefon w drżącej dłoni. Cisza. Kilka razy próbowałem połączyć się - ale, nic. Słychać syreny - Policja, a za nią karetka przedzierające się przez zatłoczone pasy w kierunku zdarzenia, które nadal spowite pozostawało kurzem i dymem unoszącymi się na kilkanaście metrów.
Nie wiedziałem, co myśleć i co robić. - Chwile, sekundy - ciągnęły się w nieskończoność. - Po kilku minutach widać było już więcej - jakieś wraki doszczętnie płonące około czterystu metrów od miejsca, w którym zatrzymałem swój samochód. Palił się mercedes Jurija i jeszcze jakieś inne dwa samochody obok. Przeszyły mnie dreszcze.
Pogotowie pojawiło się chwilkę po tym, jak Policja zablokowała dojście do miejsca zdarzenia. Zamknąłem samochód i ruszyłem w stronę, gdzie już była spora grupka gapiów i policjantów. Krok za krokiem, a serce zaczynało przyśpieszać - w głowie powstawało tysiące myśli. Już na około dwieście metrów było widać - jak, na dłoni - że, jeden z samochodów - to strzępki złomu doszczętnie ogarnięte przez płomienie nieudolnie gaszone przez kilku policjantów gaśnicami podręcznymi. Dwa inne pojazdy były co prawda mocno zdeformowane, szyby powybijane - ale, nie płonęły. Mercedes Jurija stał - chociaż, nie przypominał tego samego samochodu, który jeszcze kilkanaście minut temu pędził pomiędzy innymi użytkownikami drogi. Odetchnąłem głęboko. Nerwowo sięgnąłem do kieszeni wyłuskując paczę z papierosami. Nie paliłem wiele, od czasu do czasu wspomagałem swój układ nerwowy dawką nikotyny. - Chmura dymu ogrzała moje skrzela, a mózg otrzymał sygnał pobudzenia. Policja nie dopuszczała zbyt blisko gapiów próbujących robić zdjęcia. - Zauważyłem tylko, że mercedes Jurija był pusty. Co, się stało? - Pomyślałem i sięgnąłem po telefon. Kilka sygnałów i nic. Jeszcze raz. Nic. Dwie karetki odjechały na sygnałach w przeciwnym kierunku do miejsca, w którym stałem. Pojawiły się dodatkowe siły policyjne. Można było usłyszeć informacje o wybuchu samochodu, który już nie płonął - ale, dym nadal się z niego unosił. Poinformowałem policjanta, że w jednym z samochodów jechał mój przyjaciel wskazując na mercedesa. - Odpowiedział krótko - zabrali kierowcę karetką.
Nie bacząc na okoliczności zacząłem myśleć, jak powiadomić kogoś bliskiego Jurija. Ale, tak dokładnie nie wiedziałem kogo - mimo, że znałem go bardzo długo - nigdy, nie rozmawialiśmy o jego rodzinie bliższej lub nawet dalszej. Pozostało oczekiwanie i próby dowiedzenia się - w jakim szpitalu został ulokowany Jurij oraz, w jakim jest stanie.
Powoli udało mi się obrócić samochód wśród wielu innych manewrujących podobnie - jak, ja w zamiarze odjechania. Wracałem do domu. Jeszcze nie wierzyłem rzeczywistości. Jak, to mogło się stać. Nagły wybuch samochodu, który prawdopodobnie został zniszczony celowo przez detonację materiałów wybuchowych i taki niespodziewany splot przypadku w chwili, kiedy Jurij znalazł się tak blisko tamtego pojazdu, którego identyfikować nie było sposób.
Prowadziłem od bardzo wielu lat - ale, pierwszy raz jechałem tak skoncentrowany na kierownicy. Ściskałem ją tak mocno, że czułem, jak robią mi się odciski. Pół godziny jazdy. Wrocław tętnił zwykłym rytmem życia. Tragedia, jaka rozegrała się kilka kilometrów od miejsca, które mijałem nie odegrała żadnego znaczenia w magistrali przypadków losowych, jakie każdej chwili dzieją się na ulicach całego miasta, a przecież całego świata także.
Zaparkowałem pomiędzy starymi samochodami - czasem myślałem sobie, że to ja mogę być ofiarą podobnego zamachu. Przecież wielu ludzi wiedziało, że prowadzę interesy w Rosji, a to dawało podejrzenie, że robię brudne pieniądze. Moja lancia delta integrale nie była samochodem reprezentacyjnym - ale, była niezawodna. Zresztą jadąc na raut zawsze korzystałem z oferty firmy taksówkarskiej oferującej usługi dla biznesu. Parking strzeżony - ale, pewności nigdy nie było, że wracając po samochód zastanie się go jeszcze tam, gdzie został postawiony. Wrocław zasłynął tym, że znikały samochody nie tylko z parkingów.
Ruszyłem do domu w pośpiechu. Mieszkałem w apartamentowcu, który był monitorowany całą dobę. Rodzice nie raz mi to wypowiadali, że zamiast we własnym domu - to, mieszkam tak, jak w mrowisku. Byli przeciwni takiemu rozwiązaniu. Ale, ja to lubiłem. Brak ogrodu rekompensowałem sobie zawsze wypadami na tereny zielone, gdy tylko miałem taką okazję - a nie stroniłem od okazji.
Nim wszedłem do klatki schodowej - ochroniarz zapytał: "- Słyszał pan o tym, co stało się dzisiaj na mieście?" - Wzruszyłem ramionami, jakbym wcale nie interesował się życiem miasta. - W mieszkaniu panował chłód - nie zamykałem bowiem okna wychodząc rano. Włączyłem telewizor wyszukując wiadomości lokalnych stacji telewizyjnych. Nie trwało długo - pojawił się w wiadomościach przedstawiciel Policji informując, że w wybuchu samochodu, który prawdopodobnie został zaminowany do detonacji drogą radiową zginął prezes spółki giełdowej, która znacząco wpływała na gospodarkę kraju. - Wśród potoku słów dowiedziałem się o trzech innych ofiarach zdarzenia - wśród których usłyszałem o Juriju. Reporter podsumowujący relację wyjaśnił, że poszkodowani z dwóch pozostałych pojazdów żyją - ale, są w stanie ciężkim jednak stabilnym. Ciarki przeszyły mi po plecach. Poczułem, jak na rękach stają mi włosy.
Drink "Godfather" - postawił mnie na nogi. Otrząsnąłem się. Amaretto - migdałami podnosiło we mnie pożądanie. Pozbierałem myśli, co robić, jak postąpiłby teraz Jurij, gdyby to mnie zabrało pogotowie - a on zostałby sam z niezałatwionymi sprawami? Trzeba jechać do szpitala - dowiedzieć się więcej. - Jednak zanim wyjdę - postanowiłem wziąć prysznic i zmienić ubranie.
Nagły dzwonek do drzwi wyrwał mnie z kąpieli. - Owinięty w ręcznik zarzuciłem tylko szlafrok. Uchyliłem drzwi z ogranicznikiem łańcuchowym. Padło pytanie o moje nazwisko z jednoczesnym gestem ukazującym mi legitymację służbową. - Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego - rzekł jeden z dwóch facetów stojących po drugiej stronie drzwi. - Czy, możemy wejść? Zmieszany otworzyłem drzwi i przeprosiłem - ale, chciałem się przebrać do rozmowy. Obaj przedstawili się z imienia i nazwiska. - Oczywiście poprosiłem o to, żeby zasiedli przy stole - a sam udałem się do garderoby. Żaden nie usiadł - wręcz przeciwnie - zauważyłem, że byli gotowi do czegoś więcej niż tylko rozmowa. Ale, nie ograniczając mi swobody - usłyszałem - proszę się oczywiście ubrać.
Wróciłem po pięciu minutach ubrany w garnitur. - Jeden z funkcjonariuszy zauważył głośno - szybki pan jest. - Uśmiechnąłem się tylko. Padło pytanie o Jurija.
Nie było z mojej strony podejrzeń, że mogę być w coś zamieszany. - Jedak, pytania były rzeczowe i trafiały w kwestie, które łączyły mnie w interesach z Jurijem.
c.d.n.
(fragment całości - prawa autorskie zastrzeżone)
