poniedziałek, 16 marca 2026

Dzień niech się nie trudzi


Mgły objęły góry, a ja spałem przy otwartym oknie z tobą - chociaż samotnie. Kołdrę naciągnąłem, ale - tak realnie okrywałem ciebie, tuląc cię do siebie. - Tak, mi było dobrze, kiedy lekko się wierciłaś i kręciłaś - dłonie moje wodziłaś, do figlowania kusiłaś. - I tak, nie wiem, jak to się stało, że miałem cię noc całą, taką zupełnie nagą, wtuloną - raz przodem a raz tyłem odwróconą. - Serce i myśli płonące. Pod powiekami mam te senne marzenia - takie gorące - to, co upragnione - w realne się zmienia - nie do przecenienia. - I te manowce, nasze fantazje, błądzące od góry do dołu pocałunki - namiętne podarunki. - Dzień nas budzi, a my szepczemy - niech się nie trudzi - nas na jawę z tego snu nie wybudzi. 


***


Kiedy czułbym cię wtuloną, zapomniałbym o całym świecie. Mało wiemy, dopóki się nie obudzimy, na siebie wzajemnie spojrzymy i się przytulimy.


***


Kocham cię miłością zmysłową, fantajami, pieszczotami, tymi naszymi myślami, dłoni głaskaniami, tej jedności radościami, twoimi oczekiwaniami, moimi ustami i ich smakami.


Sł. T. Mączyński