- Wszedłem do domu zaraz po dwudziestej. Zapaliłem światło tylko w przedpokoju. Zasłonięte okna w pokojach nie przepuszczały światła na zewnątrz, a taki półmrok w sam raz harmonizował z moim nastrojem. - Wstawiłem na kuchenkę czajnik z wodą. Od wielu lat posiadałem czajnik z grzałką, a jednak przyzwyczajenie robi swoje i na płycie grzejnej nadal stawiam czajnik z wodą, który gwiżdże - jak, stary parowóz. Kilka minut upłynęło nim kawa zaczęła aromatem wypełniać całe mieszkanie. Takiej chwili mogłem sobie życzyć przez cały poprzedni dzień, który przespałem w hotelu oczekując na wytyczne, mające spłynąć od sztabu kryzysowego. Nic tak nie męczy, jak oczekiwanie na coś. Faks, co jakiś czas budził mnie, a spływające informacje nie pobudzały do działania.
Stagnacja w branży robi swoje. Lekarze weterynarii całego okręgu postawieni byli na nogi. Zapewne nie spali wcale kilkadziesiąt godzin. - To, szaleństwo - ale, realne szaleństwo, które zagrażało tysiącom ludzi w okolicy. Przywykłem do tego, że wzywają mnie, gdy najmniej tego się spodziewam.
Fotel mnie wchłaniał, a ja wchłaniałem łykami kawę. Chyba jestem uzależniony od niej. Zamykam oczy i widzę ludzi ociekających krwią nie potrafiących znaleźć sobie miejsca. Straszne to wszystko, co wydarzyło się w ciągu kilku godzin jednego dnia.
Trzeba coś z tym zrobić pomyślałem. Policja robiła swoje - ale, zachowywali się tak, jakby pierwszy raz organizowali obławę. - Strach widać było w oczach każdego oficera, którego spotkałem w ciągu tych kilkunastu godzin.
Świadkowie mówili o setce - ale byli tacy, którzy opowiadali o większej ilości psów zgromadzonych w jednym pojeździe. Nie wiem, co kierowało człowiekiem, który zgromadził taką ilość bestii w autobusie. - Skąd wziął tyle odwagi, aby zamknąć się sam z taką gromadą zabójczych i pełnych agresji psów. - Zamknąłem oczy i widziałem - jak, doberman odgryza rękę dziecka. Nie było szans na ratunek, a do tego jeszcze wścieklizna. Karetki pogotowia uwijały się zbierając pogryzionych ludzi a Policja i inne służby miejskie uwijały się w pościgu za wypuszczanymi przez szaleńca kolejnymi sztukami zabójczych, jak hieny - psów pieniących się, jakby ktoś im nasypał do pyska proszku do prania.
Telefon! - Ledwie spokojnie zacząłem ogarniać rzeczywistość, a już pojawił się problem. Właśnie zadzwonili do mnie z sekcji obrony cywilnej. Chcą strzelać do każdego psa, jaki pojawi się w okolicy. Skuteczność połączona z okrucieństwem. Przecież nie wszystkie zwierzęta są zarażone.
Muszę ułożyć plan.
Wstępne informacje z laboratorium są typowe dla biotypu pierwszego. - Pierwsze wnioski mogą nasuwać na trop prowadzący do puszczy. Tylko tam ktoś mógł zakazić taką ilość zwierząt i nie wzbudzić większych skojarzeń. Puszcza jest dość duża - i pomimo prowadzonej gospodarki leśnej - nie tak łatwo wytropić ukrywających się tam różnych dewiantów społecznych, którym "odbiła palma".
Większość poszkodowanych osób, które zostały zaatakowane przez głównie dobermany i pitbule - trafiła do szpitali w całym okręgu. Wszystkie sekcje medyczne współpracują ze służbami ścigającymi szaleńca oraz poszukującymi zwierząt siejących już grozę na wolności. W zajezdniach liczone są autobusy. Policja wyszukuje wszystkie zarejestrowane pojazdy, a także te skradzione w ostatni okresie na terenie kraju i państw ościennych.
Inkubacja u wielu pogryzionych potrwa kilka dni. Nie wiadomo tylko, kto następny padnie ofiarą. Ludzie przestali wychodzić z domów - ale, to nie jest rozwiązanie przecież. Najtragiczniejsze są te przypadki z dziećmi, które padły ofiarami nie panujących nad sobą krwiożerczych psów najgroźniejszych ras.
Najważniejsze - to, ustalić teraz - kim, jest ten szaleniec, który siedzi w tym autobusie. Kto, to taki i jakie ma plany, oraz powody swojego zachowania. Szaleniec, czy terrorysta samobójca. Chory? - Czy, nie mający już nic do stracenia?
Przez głowę przewija mi się serial scen, które już widziałem i to, co może się zdarzyć - jeżeli, nie powstrzymam tego szaleńca.
Trzydzieści lat pracy w tym zawodzie daje mi palmę pierwszeństwa i zaufanie ludzi, że to, co robię - robię perfekcyjnie. Kilka razy byłem już pogryziony przez psy zarażone wścieklizną. Leczenie nie należy do przyjemności - ale, uodparnia psychikę i daje doświadczenie na przyszłość. Jak zapanować nad psem zmieniającym się w bestię i wilkołaka? - Uczyłem się. Błąd kosztował mnie serię zastrzyków, szycie ran i kilka tygodni rekonwalescencji.
Plan jest prosty, a zarazem muszę uważać na unikanie ofiar, które mogłyby przypadkiem pojawić się w czasie próby likwidacji zagrożenia.
- Zbieram się. Strzebla i naboje usypiające, to tylko część ekwipunku, jaki muszę dźwigać. Trzeba wszystko zapakować do samochodu.
Fragment większej części. Wszelkie prawa zastrzeżone. Tytuł rozdziału jest częścią tytułu całości.
